NaszKraj.info

Wiadomości i ciekawostki z kraju i ze świata

Liczba gości

Odwiedza nas 1166 gości oraz 0 użytkowników.

    zdrowie
    radzi jak schudn y zdrowo i szczliwie dba o urod problemy z seksem w zwizku zapraszamy po zdrowie

    zdroweodchudzanieblog.wordpress.com

Henry!
Z kuchni, w piwnicy Grimmauld Place 12 dochodziły przytłumione okrzyki oraz nawoływania.
- Potrafi go nie ma? HARRY POTTER!
Po chwili, w drzwiach pojawił się lekko zdyszany Harry z różdżką chętną do gry. Gdy zobaczył, co dzieje się w jego kuchni, kąciki ust mu zadrżały.
W jego naturalnym, kuchennym kominku tłoczyły się właśnie trzy osoby, dwa kufry, Puszek Pigmejski oraz ciężki, puszysty kot.


- Proszę proszę, dwa kanarki oraz e… wróbelek w moim kominku. Aż się pyta o zdjęcie.
- Tylko spróbuj, oraz cię zamorduję. – Ryknął Ron.
- Najpierw musiał byś stamtąd wyjść.
- Harry wypuść nas stąd. – Hermiona poprosiła, ściskając ciągnącego się Krzywołapa.
- Przykro mi. Nie mogę…
- Kiedy więc nie możesz? E… masz gościa? – Ginny spytała podejrzliwie.
- Nie, ale usługa istnieje w sumie.
- O, och! – Dziewczęta zrozumiały aluzję. – Ginny Weasley…
- …i Hermiona Granger z towarzyską wizytą u właściciela domu.
Powietrze w kominku delikatnie zafalowało, zatrzymując się bardziej przeźroczyste a dziewczęta swobodnie wpisały do kuchni ze swoimi pupilami i kuframi. Ron ruszył za nimi a magiczna bariera rzuciła nim o ścianę paleniska, wzbijając tumany pyłu.
- Co do ( Przeklął tak, że Hermiona z oburzeniem krzyknęła Ron!). Stary, wpuść mnie.
- Zaprezentuj się kretynie – Mrukną Harry, usuwając z dziewcząt popiół przy pomocy różdżki.
- Co?
- Ron! Obecne stanowi Detektor Intruzów, taki tenże jak w Hogwarcie. Powiedz kiedy się nazywasz albo cię tutaj zostawimy. – Ginny stała przodem do kominka, z rękoma opartymi na biodrach. Naprawdę daleko przypominała teraz wściekłą Molly…
-No, Ron Weasley.
Powietrze ponownie zadrgało i Ron ostrożnie wyszedł z paleniska.
- Jeżeli obecnie jesteśmy w ogóle. Napijecie się czegoś na rozgrzewkę? – Dziewczęta przecząco pokręciły głową, podczas gdy Ron otrzepywał się z popiołu. – W takim razie, zachęcam do jadalni. – Przepuścił dziewczęta w drzwiach. – Ron, jak nabrudzisz sam sprzątasz.
- Właśnie pracowałem nad jadalnią. – Prowadził przyjaciół schodami na dół. – Sądziłem, iż wracacie dopiero za tydzień?
- McGonagall skróciła semestr.
- I my wzięły z kominka w sklepie w Hogesmeade. Ron postanowił wziąć się z nami.
- Jest mi niezmiernie dobrze, jednak czemu nie Nora?
- Ron się stęsknił! – Hermiona uratowała przyjaciółkę od całkowitego spłonięcia rumieńcem. – O wow, Harry!
- Troje gości stanęło zszokowanych w zasięgu jadalni.
- Dotychczas nie skończyłem. – Harry bąkną źle interpretując reakcję przyjaciół. – Reszta domu wygląda o wiele dużo, przysięgam.
- L… Lepiej? – Wydusiła Hermiona.
- Coś może robić lepiej? – Oczy Rona przybrały rozmiar Galeonów.
- Harry, tu jest dobrze. – Ginny dokończyła rozglądając się po pomieszczeniu.
Na materiale jadalni był długi, lśniący, dębowy stół z siedmioma rzędami pięknie rzeźbionych krzeseł. Nad stołem wisiały trzy złote żyrandole w których płonęło po siedem świec. Długą, przeciwległą ścianę miały wysokie okna ozdobione pięknymi, zielonymi zasłonami, przetkanymi silnymi i złotymi nićmi. Ściana wejściowa pokryta była jasną boazerią, do której przytwierdzone były trzy złote kandelabry. W obu krańcach jadalni płonęły kominki. Niestety toż a zachwyciło gości. W krajach jadalni stały cztery, sięgające powały, gęste choinki ozdobione setkami różnokolorowych bombek, dziesiątkami prawdziwych płonących świec oraz dużymi złotymi łańcuchami. Zasłony w oknach ozdobione były poważnymi, złotymi kokardami. Między siedmioma, wiszącymi w miejscu kandelabrami miały się girlandy ostrokrzewu przetkanego czerwoną jarzębiną. Z zawieszonych nad stołem żyrandoli zwisała jemioła. Same zaś żyrandole połączone były drugimi girlandami ostrokrzewu. Harry machnął różdżką, natomiast na kamiennym kominku pojawiły się złote kokardy. Całe pomieszczenie pachniało świerkiem i cynamonem.
- Harry. – Wyszeptała Ginny idąc powoli przez pokój, była mało w transie. Ron z Hermioną weszli za nią. – Tutaj jest kiedy w relacji o Wielkim Mikołaju i jego dachu na biegunie. Piękniej nie istnieje.
Hermiona bezmyślnie potaknęła głową, Ron zaś wciąż stał wciąż z zwykłymi ustami. Harry spłoną rumieńcem. Chciał aby dom wyglądał cudownie, pragną żebym te Szczęśliwa były istotne.
Nagle Krzywołap prychnął przeciągle i spróbował się wychodzić z objęć Hermiony. Czar prysł. Za Harrym coś cicho zakwiliło i spod będącej przy kominku choinki wydreptała czarna kuleczka, ziewając przeciągle.
- Och. – Ginny westchnęła. – Piesek?
- Niespodzianka. – Harry uśmiechnął się szeroko.
- Jak się nazywa?
- To zależy od Ciebie, jeszcze go nie nazwałem.
- Jest mój? – Spytała, niepewnie obserwując się czarnej kuleczce, która była już przy nodze Harrego oraz obserwowała przybyszów.
- Nasz, ale nadanie imienia pozostawiłem tobie.
Ginny wciąż przyglądała się niepewnie psiakowi.
- Nie podoba ciż się? – Harry posmutniał.
- Tak, nie, tak, to świadczy…
- Percy mówił, iż istniejesz miłośniczką kotów, ale myślałem…
- …. Och zatrzymaj się , jest piękny! – Twarz Harrego ponownie się rozpromieniła. – Tylko, czarodzieje nie są zwykle psów. Nie znam kiedy się nim osiągać… – Dokończyła kucając przed kuleczką. Harry sprawił to samo.
- Co to zbyt rasa. – Ron spytał otrząsnąwszy się z szoku.
- Wilczarz Irlandzki – Harry odpowiedział głaszcząc z Ginny psa.
- Lub wtedy nie w takiego wymieniał się Syriusz?
- Tak. – Odparł podnosząc głowę, w ostatnim czasie jego wzrok padł na Hermionę, która występowała za Ronem nerwowo drepcząc w znaczeniu. – Ach, Hermiono. Accio!
Ich uszu dobiegł delikatny szum czegoś zlatującego po schodach. Po chwili poprzez drzwi wpadły dwie koperty lądując w dłoni Harrego.
- Tu mam adres. – Wskazał jedną z kopert dołączając do Hermiony, która wszystka się rozpromieniła, wyciągając po nią dłoń. Harry jednak cofnął dłoń.
- Hermiono Granger. – Przybrał oficjalny ton. – Jako człowiek wymiaru prawd stanowię w obowiązku poinformować Panią, że użycie czarów w pamięci lub wobec Mugoli otrzymujących się na obszarze innego kraju, bez zgody tamtejszych władz magicznych, jest kategorycznie zabronione. Czy zrozumiała Pani?
- Tak. – Bąknęła Hermiona.
- Dobrze zatem jest przyjaźnić się z Ministrem. – Dodał już zwyczajnym tonem – W razie przedmiotów pokaż ten list. – Harry wskazał drugą kopertę, z pieczęcią Ministerstwa podając obie Hermionie, która jakby je uszła oraz obecnie chciała lecieć do rozwiązania.
- Hermiono. – Zatrzymał ją. To daleka droga, weź człowieka ze sobą. Popatrzył znacząco na Rona a Hermiona złapała rudzielca oraz wywołała w miejscowość drzwi. – Tylko wejdźcie do Nory po ubrania.
- oraz Hermiono. – zawołał kiedy wyciągnęła zdezorientowanego Rona na korytarz. – Wesołych Świąt!
Odwrócił się do Ginny, która klęczała przy choince drapiąc zachwyconego psiaka po brzuszku. Puszek Pigmejski Arnold siedział na jej ramieniu nie przyjmując się nic nowym towarzystwem. Zafascynowana nowym pupilem nie przyciągała opinii na rozmowę przyjaciół ani zniknięcie Hermiony.
- Będzie taki jak Syriusz? – Zapytała.
- Taki sam. – Odparł klękając przy niej.
- Mogli aby go nazwać Łapa? – Spojrzała Harremu prosto w oczy. – Myślisz, że Syriusz żeby się na nas obraził?
- Syriusz powiedział mi kiedyś, iż żeby nie pchły, mógłby zostać psem na stałe. Myślę, że twój plan by mu się spodobał, a na zapewne go rozbawił.
- Witaj w rodzinie Łapo – powiedziała Ginny.
W grupie? Co uważała na sprawie znacząc „W grupie”. Harry zaczął o tym marzyć a serce mu było.
- Bynajmniej go pamiętasz?
- Z Australii, to sierota…. jak ja. Jego mama zginęła, nie miał rodzeństwa, był sam i poszukiwał rodziny. Gra tym, istnieje taki słodki.
- Lub to mój prezent świąteczny? – Oczy Ginny iskrzyły ze powodzenia.
- To tylko niespodzianka, przecież mówiłem. Prezent dostaniesz później. Święta są dopiero za tydzień.
- Hermiona mówiła… iż chciałeś dać mi dom. – Powiedziała niepewnie – Pewno nie kupiłeś mi domu?
- Nie Ginny. Dziś nie było mnie stać. Gra tym, trafił do wniosku, po co ciż dom, w jakim nie będziesz stać. Przecież teraz istnieje miejsce, do którego jednak możesz wrócić.
Ginny spojrzała zdziwiona na Harrego. Delikatnie ujął jej dłoń i oboje przeszedł dreszcz. Odpowiedzieli sobie sytuację, iż są sami pierwszy raz z wakacji, jak na małe chwile przedstawiało im się uwolnić od Rona. Teraz lecz nie musieli się obawiać, że gość im zbyt chwilę przeszkodzi.
Wyszli z pyszni i trwając się za ręce zaczęli wspinać się na wyższe piętra domu. Łapa sprawnie, schodek po schodku wdrapywał się za nimi.
Harry nie kłamał, reszta domu istniała ponad droższa od jadalni. Wszędzie wisiały ozdoby, tworząc harmonijny wystrój całego domu. Harry, jak się okazało, był dobre wyczucie smaku. Mimo niezliczonych ozdób, nigdzie nie było się przesady ani kiczu. Wszystko było idealnie idealne.
Cały dom, prócz starych lamp gazowych, oświetlały teraz setki świec. Na schodach delikatnie prószył ciepły, magiczny śnieg, znikając tuż nad głowami Harrego oraz Ginny w trudnych rozbłyskach tysięcy pyłków brokatu. Wszystkie poręcze i kandelabry pokrywały sople magicznego, bogatego w kontaktu lodu. Dom przesycony był małą wonią świerku oraz świeżych pierniczków.
Na środku, wydobywającego się na ważnym piętrze, salonu była najpiękniejsza choinka jaką Ginny patrzała w życiu. Kiedy chodziła dookoła niej Harry wezwał cicho Stworka, każąc mu stworzenie posiłku i danie go salonie.
Wszystka z sypialń domu przy Grimmauld Place ozdobiona była w odmienny forma. Niewielka sypialnia na pierwszym piętrze, w której kiedyś spała Ginny z Hermioną nazywała się czerwienią i burgundem. Dawna sypialnia Rona oraz Harrego, piętro wyżej, także jak hall i schody, była kolor zieleni oraz srebra. Mieszkańców trzeciego piętra ukołysałyby do snu odcienie błękitów, żółci oraz fioletów.
Harry nie pozwolił Ginny wejść na świeże piętro gdzie kryła się jego sypialnia. Rozpoczął się niezdarnie tłumaczyć, że wciąż będzie chwila na zwiedzenie reszty domu. Zaprowadził ją zbyt obecne na nowe piętro, gdzie gdzie prócz sypialni spotykały się jeszcze dwa pomieszczenia, których Ginny wcześniej nie widziała. Gdy się okazało stanowił zatem niewielki gabinet, z szerokim dębowym biurkiem ,służący teraz Harremu do praktyki i ukryta za wysokimi, rozsuwanymi drzwiami, wspaniała biblioteka z setkami, gdyby nie tysiącami opasłych tomów, gromadzonych przez pokolenia rodziny Blacków. Księgi zostały na poszukujących sufitu, pięknie zdobionych, regałach umieszczonych wzdłuż ścian. Podłoga wyściełana tutaj była puszystym, czerwonym dywanem, na jakim trwało kilka wygodnych foteli wraz z nielicznymi stolikami na części. Tu też królował ostrokrzew oraz jarzębina.
Ginny oglądała właśnie jedną z półek, na jakiej została 14 tomowa Magna Encyclopedia Magica gdy w bibliotece aportował się Stworek.
- Obiad gotowy Paniczu.
- Dziękuję ci. Ginny, idź na obiad. Jeżeli zechcesz wrócimy tutaj jeszcze.
Ginny nie była molem książkowym jak Hermiona, jednak wiedziała, iż zechce tutaj wrócić.
- Twój kufer jest dziś w współczesnej sypialni. – Powiedział gdy wrócili na ważne piętro. – Łazienka jest do twojej dyspozycji. Gdy będziesz przekonana, zachęcam do saloniku.
- „Teraz” w współczesnej? – podchwyciła słowo klucz.
- Nie pragniesz się spieszyć. – Pogładził ją po policzku i wsiadł do salonu.
Pomimo iż Harry przekazał jej tyle czasu, ile tylko zechce, Ginny nie zamierzała rozstawać się spośród nim na dłużej niż więc było potrzebne. Zdjęła z kufra pierwsze ubranie jakie spotkało jej w dłoni, nie patrząc nawet co więc istnieje natomiast poszła do łazienki.
Jak do niej zdobyła, po raz drugi tego dnia zamurowało ją. Rozumiała to mieszkanie jako wysokie a raczej ponure. Teraz wyglądało zupełnie inaczej. Białe, pokrywające ściany kafelki lśniły perłowym blaskiem. Stosujące je fugi były znakomite, też jak krany i nogi ogromnej wanny. Nad umywalką wisiało duże lustro. Całe pomieszczenie oświetlone było ustawionymi w drugich miejscach małymi świecami pachnącymi jej wyjątkowymi zapachami polnych kwiatów, poziomek oraz cynamonu. Dziwiłam się skąd Harry o tym wiedział.
Reguła była o wiele prostsza. Harry męcząc się poprzez duże, samotne wieczory zagłębiał się w zebrane w bibliotece księgi. W pewnej nich znalazł przepis na olejek mający właściwości zapachowe Amortencji, nie powodujący jednocześnie zadurzenia. Teraz cały dom mógł pachnąć tym, co daleko smakowali jego domownicy.
Ginny szybko rozczesała włosy, odświeżyła się oraz otworzyła nowe ubranie. Gdy się okazało, pierwszą pracą jaką wzięła z kufra była delikatna, seledynowa, sięgająca kolan sukienka na małych ramiączkach. Ginny błogosławiła fakt, że w wszelkim budynku jest gorąco od płonących kominków, wzięła dwa głębokie wdechy i poszła z łazienki. No jak się spodziewała, Harrego nie istniałoby na korytarzu. Liczył na nią w saloniku. Odwrócony plecami do drzwi obracał palcami samą z choinkowych bombek. Ginny weszła do pokoju najciszej jak mogłaby, zdradziło ją skrzypnięcie podłogi.
Harry poczuł ją łatwo niż usłyszał. Ten świetny zapach kwiatów jaki jednak przy niej czół. Nie oddawał sobie sprawy jako dużo mu tego brakowało. Odwrócił się w postać drzwi oraz oniemiał. Była przed nim. Była wspaniała. Była świetna. Gęste rude włosy opadały jej łatwo na białą szyję i ramiona, wspaniale kontrastując z niezwykle delikatną sukienką na ramiączkach. Uśmiechała się nieśmiało. Czuł, wreszcie czuł, iż całość istnieje na naszym stanowisku. Ona, On ten dom. Dokonywało się długo jego chcenie. Marzenie o dobrym domu.
Wyciągnął w jej część dłoń oraz poprowadził do będącego między kominkiem a choinką stolika nakrytego białym obrusem z płonącą na zabiegu świecą. Jeżeli tylko usiedli znikąd pojawiły się pierwsze potrawy. To istniał najdroższy obiad jaki Harry jadł od wieków. Nie odbierało tu o potrawy ani miejsce. Siedzieli wpatrzeni w siebie i rozmawiali. Opowiadali o tysiącach rzeczy. Rozmawiali jakby razem nie uważali się tysiąc lat oraz nigdy nie rozstali się przynajmniej na chwilę. Cały dom rozbrzmiewał ich śmiechem. Czuli się w naszym towarzystwie tak łatwo jak również nie, nawet gdy działali ze sobą ponad rok temu. Żadne z nich nie zadało tego zagadnienia ale oboje wiedzieli, że dodatkowo są razem. Wiedzieli, iż pomimo wszystkich słów jakie padły spośród ich ust tak właściwie nigdy się nie rozstali. Zerwali ze sobą jednakże nie przestali się kochać. Mieli szansę, iż czas się zatrzymał i szybko nie nie ruszy naprzód. Że staną tutaj już zawsze razem, szczęśliwi jak nigdy dotąd.
Po południu będąca za oknem zadymka odrobinę ustała, postanowili więc wziąć Rękę oraz przespacerować się po mugolskim Londynie. Włożeni w ciepłe puchowe kurtki poszli na drogę. Niebo zasnute było niemożliwymi chmurami z których wciąż jeszcze spadały wielkie płatki śniegu. Lekki mróz skrzypiał im pod nogami. Na chodniku zalegało co najmniej pół metra śniegu, którego nikt nie zdążył jeszcze ściągnąć aby ułatwić przejście okolicznym mieszkańcom. Łapa pruł przez zaspy, z których niektóre go przewyższały, jak mała motorówka. Przeszli na inną część ulicy do małego, tonącego teraz w śniegu skwerku. Psiak szalał zajmując się pierwszym w domowym życiu śniegiem. Szli przytuleni zatrzymując się za ręce. Harry podbiegł na chwilę do nazbyt odkładającego się Łapy i jeżeli tylko się schylił coś białego przeleciało tuż nad jego osobą. Odwrócił się a Ginny już celowała w niego następną kulą śniegową. Rozgorzała okazja na śnieżki, która przerodziła się w kryzysie we wzajemne tarzanie się w zaspach. Ginny śmiała się i piszczała, starając się wsypać Harremu jak bardzo śniegu za kołnierz.
Na dworze szybko się ściemniało kiedy oboje powrócili do domu. Byli zdrowi od skrzącego mrozu, a spośród ich ubrań powoli kapała woda.
Harry wysuszył ich pewnym machnięciem różdżki i zaprowadził Ginny pod sam kominek żeby się porządnie rozgrzała.
- Muszę wracać do Nory – Odezwała się po chwili, tuląc się do Harrego.
- Nie potrzebujesz. – Szepnął całując jej włosy. – Możesz stać tutaj.
- Mama będzie się niepokoić.
- Nadamy jej wiadomość, by się nie niepokoiła.
- Żartujesz sobie? – Odsunęła się od niego. – Wpadnie w furie, przyleci tutaj i nas zamorduje. Nie umiesz jej?
- Chętnie zaryzykuję, ty nie? – Pocałował ją mało w szyję.
- Harry. – Mruknęła rozciągając się. – Proszę.
- O co? – Spytał jeszcze ją całując.
- Ja… Gdy tworzę poinformować mamę?
Harry przestał ją na chwilę całować oraz szybko się uśmiechnął.
- Mógł bym wysłać mówiącego Patronusa tylko wtedy potrafią się dowiedzieć wszyscy domownicy.
Ginny potrząsnęła gwałtownie głową.
Więc wyślemy im list. – machnął ukrytą w rękawie różdżką wyczarowując pergamin oraz pióro.
Ginny drżącą ręką wpisałam do jesteśmy mało słów. Wiedziała, iż historia ją nie minie jednak nie chciała się rozstawać z Harrym. Zakleiła kopertę i przekazała ją Harremu.
- Harry, ale my nie mamy sowy. Wyślesz Stworka? – Spytała wciąż drżąc z obawy o reakcję mamy.
- Stworek zajmie się kolacją dla nas. List wyślemy inaczej. – Przystąpił do kominka, zdjął pokrywkę ze będącego na gzymsie wazoniku i wsypał szczyptę iskrzącego się proszku do kominka. Dotychczas czerwone płomienie zmieniły barwę na Zieloną. – Nora! – Wrzucił list w zielony ogień natomiast tenże zawirował i zniknął. Płomienie na powrót przybrały swoją czerwoną barwę.
- Zawsze wymagał tego zacząć. Ach. Colloportus! – Stuknął różdżką w kominek. – Teraz nikt nam nie przeszkodzi.
Ponownie wtulili się w siebie jednocześnie niespokojni o reakcję Molly i spokojni wzajemną bliskością. Podaną przez Stworka kolację zjedli także jak obiad przed kominkiem oraz może siedzieli by tam całą noc gdyby Ginny nie ziewnęła ze zmęczenia.
- Idziemy spać.- Zakomenderował.
- Jeszcze kilku. – poprosiła. – mi się nie chce spaaać
- Właśnie widzę Ginny – Uśmiechnął się łagodnie – idziemy.
Wyszli z saloniku na oświetlone świecami schody a Ginny skierowała się do małej sypialni, gdzie wcześniej był jej kufer.
- Nie, – pociągnął ją za sobą. – już tam nie śpisz. Czas na twój prezent świąteczny.
Podekscytowana Ginny wtuliła się bardzo w jego ramie oraz powędrowała schodami na głowę. Harry zaprowadził ją na czwarte, będące ogromnym poddaszem piętro, na jakie nie pozwalał jej wejść rano. Było tam troje drzwi. Jedne zmierzające do sypialni Harrego, którą zdobył po Syriuszu. Same do łazienki a drugiej sypialni na której drzwiach widniała tabliczka z imieniem… Ginny.
- Wcześniejsze Wesołych Świąt. – Mruknął Harry otwierając przed nią drzwi. Sypialnia wpadałam w prostym półmroku, tylko kiedy udało się Ginny zauważyć urządzona była odwrotnie niż reszta domu.
Wyposażona była znanymi, nowoczesnymi mugolskimi meblami, Pod ścianą była toaletka z wielkim lustrem na bliskiej ścianie były słaba komoda i spora szafa z przesuwnymi drzwiami z luster, od wschodu dostawały się dwa okna w wysuniętych z dachu facjatach między którymi zostało szerokie łóżko z delikatnym białym baldachimem. W jego stopach pozostawał jej kufer.
- Słodkich snów Ginny. – Pocałował ją raz także i wyszedł zamykając drzwi.
Dochodziła północ, ale Harry nadal nie mógł zasnąć wspominając miniony dzień. Od tradycyjna nie był taki szczęśliwy. W zakładu było cicho, słyszał więc bardzo jak Ginny krzątała się po naszej sypialni oraz kierowała po korytarzyku do łazienki. Od pół godziny w lokalu istniała jednak przerwa.
W bezpiecznym elemencie usłyszał lekkie skrzypnięcie drzwi i spokojne kroki bosych stóp na korytarzu. Po chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się a do pokoju wśliznęła się ona. Spodziewał się tej wizyty a jedynie nieznacznie się uśmiechnął nie dając po sobie poznać, że nie śpi. Łóżko delikatnie się ugięło. Ginny wśliznęła się pod kołdrę i bez najmniejszego wahania bardzo go zdobyła. Złączyli się w gorącym uścisku zaś ich ciała ciasno splątały się ze sobą. Ginny delikatnie otaczała jego tors i on obsypywał pocałunkami jej szyję, kark i ramiona delikatnie kierując swoje usta coraz niżej, zsuwając ramiączka jej atłasowej koszulki. Ginny oddychała coraz dużo i on nie przestawał otaczać jej ciała pocałunkami i pieszczotami. Ta noc, tak jak dzień ,uważała stanowić ich.

Za oknem wciąż panował mrok, kiedy Harry obudził się w domowej sypialni przy Grimmauld Place. Czuł się jakby ktoś brutalnie zbudził go tuż po zakończeniu oczu. Popatrzył na odziedziczony po Fabianie Pevecie zegarek, była piąta w nocy, cztery godziny, spędził w łóżku zaledwie cztery godziny, i teraz musiał wstawać. Potarł piekące oczy oraz pod powiekami przesunęło mu się wspomnienie całego wczorajszego dnia. Wrócił do domu po nocnej zmianie, planując skończyć ozdabianie salonu oraz wyjść do łóżka. Zamiast tego spędził go z Ginny, która przybyła bezpośrednio ze grupy siecią Fiuu. Obecne istniał najgodniejszy dzień w działaniu Harrego, oraz przynajmniej najdroższy z wielu miesięcy.
Potem przypomniał sobie nową noc oraz przygotowało mu się gorąco. Spojrzał już na bliską poduszkę, tylko nie napotkał tam burzy rudych włosów. Nikogo tam nie było, poduszka była cała. Toż stanowił tylko sen, a Harry wziął się na ostatnim, że spowodowało mu się z obecnego względu smutno.
Wziął szybki prysznic, ubrał się oraz zszedł starając zrobić jak najmniej hałasu, by nie zbudzić śpiącej w domowym pokoju Ginny. Dzisiaj czekał go niezwykle trudny test z badania trucizn, a niewyspanie dobrze nie poprawiało szans na zaliczenie.
Harry pracowałeś nad Leksykonem Trucizn oraz Tokstyn pijąc kawę zbożową, zegar w korytarzu wybił właśnie wpół do siódmej, jak do gabinetu wśliznęła się Ona.
- Ginny, na brodę Merlina! – Wykrzyknął, widząc ją o tak wczesnej porze, w sumie ubraną i najwyraźniej wypoczętą, – Dlaczego nie śpisz?
- Postrzegała jak wstałeś. Co sprawiasz? – Spytała, obchodząc biurko i przesuwając mu się nad ramieniem. Jej rude, cudownie pachnące, włosy opadły mu na kark i policzek, powodując przyjemny dreszcz, wędrujący przez wszystkie ciało.
- Najsilniejsze trucizny na bazie Bielunia. – Przeczytała powoli. – Potwornie nudne, „mój swój Aurorze”.
Pocałowała go w kark i jednym, zwinnym ruchem wprowadziła mu się na kolana, oplatając ramionami jego szyję.
- To, co właśnie robimy? – Uśmiechnęła się figlarnie, patrząc bezpośrednio w jego, zielone oczy.
- Ja zmierzam do pozycji na ósmą. – Był się kosmykiem jej włosów.
- To ja oczekuję na ciebie, – Uśmiechnęła się szeroko – a potem wyruszymy na spacer!
- Nie. Ty wracasz do Nory. – Uśmiech zniknął z twarzy Ginny. – Rodzice na może się już niepokoją.
- A ja nie chcę. – Odparła buntowniczo. – Chcę zaczekać.
- Harry pokręcił głową.
- Mogę wrócić późno. Spotkamy się w Norze. – Zobaczył na jej zasępioną twarz. – Ale najpierw, śniadanie!
Porwał Ginny jakby była piórkiem i nieczuły na protesty, zaniósł na jeden dół. Za nimi podreptał, śpiący pod ich fotelem, Łapa.
Gdy Harry przystępował do kuchni z Ginny, jeszcze w jego ramionach, Stworek właśnie podawał ciepłe bułeczki maślane i dwa kubki, wciąż parującego, kakao.
Śniadanie zachodziło w chłodnej ciszy. Ginny była niezadowolona i wynosiła zła minę. Harry nie zależał jej zaczynać w obawie przez wybuchem.
- Zupełnie nie. – Bąknęła niespodziewanie.
- Proszę? – Spytał uprzejmie.
- Nie spotkamy się.
- Czemu? – Zupełnie zrobiła go z tropu.
- Nie dotrzesz do Nory.
- Przylecę.
- Tylko obiecujesz. – Bąknęła w kubek. – Wyłgasz się jakoś.
- Przysięgam
Posłała mu spojrzenie wyrażające całkowity brak wiary, oraz on jak zwykle utonął w jej oczach.
- Weź ze sobą Łapę, po niego na pewno wrócę. – Powiedział, jakby miał to od zawsze. Jakby istniałoby wtedy nieco oczywistego. Wciąż szedł w jej ogromnych oczach.
- Naprawdę? – Ożywiła się. – Mogę go wziąć?
- Lecz jest Nasz.
- Łapa, chcesz chodzić ze mną? – Wezwała do przebywającego na prostym zadaniu psiaka. Wilczarz przechylił zabawnie łepek nad trzymaną między łapkami kością i mało razy machnął ogonem.
- Pewno się zgadza. – Harry oderwał wreszcie wzrok od Ginny. – Teraz mi wierzysz?
Skwapliwie pokiwała osobą i zabrała się do śniadania z wiele większym zapałem. Harry spojrzał na zegarek i zmiął przekleństwo. Było po siódmej.
- Muszę za chwilę wyjść. Jesteś przekonana, czy posiadam polecić Stworkowi, by dopilnował waszej podróży do Nory?
- Tylko się spakuję i możemy iść.
- Harry dokonałby w powietrzu trzy ruchy różdżką, oraz po chwili do kuchni wleciał kufer Ginny z klatką Arnolda oraz peleryna oraz neseser Harrego.
- Już spakowane. – Uśmiechnął się szeroko. – Aha, nie możemy stracić o pracach Łapy. – Machnął różdżką raz więcej oraz do kuchni słynęły zabawki czarnego psiaka, przechodząc w małym woreczku. Chwilę później dodało do nich zadanie, budząc się spod zdziwionego Łapy. – Niewykrywalne Zaklęcie Zmniejszająco – Zwiększające. – Odparł, widząc zdziwienie ukazujące się na osobie Ginny.
- Stworek! – Zawołał dochodząc do paleniska.
- Panicz Wzywał.
- Wrócę późno, nie męcz się z kolacją.
- Jak Panicz sobie życzy.
Wpisaliśmy w palenisko z Ręką na rękach, a po chwili pochłonęły ich szmaragdowe płomienie, „Nora”, krzyknęli jednocześnie. Poczuli jak interesuje ich jakiś potężny, i nieograniczony wir. Opadali, a że się wznosili, Harry nie był w okresie odpowiedzieć na to zagadnienie. Mocniej przytulił do siebie Ginny, jakby bał się, iż gdzieś ją zapomni. Po chwili wszystko znieruchomiało równie szybko gdy się rozpoczęło. Leżeli w kominku, oraz przed nimi powiększał się tak daleko mi znany salon Nory.
Ginny wyszła z paleniska oraz za nią wyskoczył, uwolniony z rąk Harrego, Łapa.
- Staniesz na chwilę? – Spytała lekko wystraszonym głosem.
- Muszę iść, przekładam się nie spóźnić. – Wyjął, ze schowanego za paskiem woreczka, szczyptę proszku Fiuu. Na schodach istniałoby już słychać dudnienie kroków.
- Ministerstwo Magi! – Krzyknął i zaczął wirować. Chwilę przed opuszczeniem Nory usłyszał jeszcze krzyk „Ginewro Wea…”, potrafiło mu się to natomiast dawać.
Ostatniego dnia, w sztuce Harry nie mógł skoncentrować się ani na raportach, ani te przygotowaniach do testu. Jego wyobraża błądziły wciąż między apartamentem w Londynie, w którym spędził wyjątkowy dzień z Ginny, a Norą, gdzie czekała na jego powrót.
Dyżury pełnione na dziennej kolei były niezwykle ciekawsze aniżeli nocne. Ludzie nadsyłali więcej listów, po piętrze unosili się pracownicy Departamentu, w Biurze natomiast mieszało się zawsze kilkunastu Aurorów, z jakimi ważna było porozmawiać. Dzienna zmiana pamiętałaś jeszcze jedną, potężną wadę, Robardsa. Szef Biura Aurorów przyjął sobie za punkt honoru uprzykrzyć życie Harremu tak mocno, gdy stanowiło owo w jego siły. W uwadze Robardsa Harry nie nie powinien zostać Aurorem także poprzez wszystek pierwszy miesiąc pracy był nadzieję, że Harremu powinie się noga na dodatkowym teście. Jak dotychczas jego możliwości pozostawały płonne a Harry przywykły do takiego podejmowania przez Snape’a i Wuja Vernona nic się zachowaniem Robardsa nie przejmował.
- Potter!
- Faktycznie jest! – Harry oderwał się na uwaga.
- Odnoś się to testu. – Skończył na biurko przed Harrym spory stosik stron z pytaniami testowymi, sam rozsiadł się na miejscu dla interesantów.
- Testy miałem zdawać po zmianie, Sir.
- Przecież a naprawdę nic nie robisz Potter. Tak już przekładaj się do prace. – Robards uśmiechnął się złośliwie. Harry miał niejasne przeczucie, że szef wie cokolwiek o jego produktach na eliksirach w sezonach, gdy zajęcia prowadził Snape.
Pisanie testu pod okiem szefa było piekłem. Robards bezceremonialnie gapił się w arkusz odpowiedzi na bieżąco kontrolując jakich odpowiedzi udziela Harry. Nie przedstawiał, a każdą spośród nich kwitował pogardliwym, pełnym samozadowolenia, uśmiechem. Gdy dwie godziny później Harry zakreślał te odpowiedzi istniał stały, iż gdyby w aspektu jego rąk znalazła się, któraś z trucizn, przetestował żebym jej dodawanie na własnym szefie bez drżenia powieki.
- No, no. Potter – Robards zacmokał wyraźnie zadowolony, spoglądając na arkusz odpowiedzi. – Gwiazdka coraz bliżej. Pięćdziesiąt jeden. Nie wydaję nadziei, że coraz przed świętami się pożegnamy. – Wyszedł z minął tak dobrą, jakby Harry uzyskałem najodpowiedniejszy skutek w Sprawie Biura Aurorów.
Było wyjątkowo po ósmej kiedy Harry przekazał stanowisko Davidowi Sailorowi, koledze z nowej zmiany. Lobby już zupełnie opustoszałe.
- Harry! – Usłyszał za sobą znajomy głos.
- Pan Weasley. Co pan wygląda w Ministerstwie o tej porze?
- Zdawałem ostatnie raporty Ministrowi. Czy Ginny wciąż jest obok ciebie?
- Nie, odprowadziłem ją przed wyruszeniem do pracy. – Harry spojrzał zaniepokojony na Artura. – Nie zapamiętuje jej?
- Nie umiem, poszedł do rzeczy przed siódmą. Powracasz do siebie?
- Prawdę powiedziawszy to dobierał się do Nory.
- Szczerze mówiąc, nie wiem albo to czysty plan Harry. – Pan Weasley miał zatroskaną twarz.
- Obiecałem Ginny.
- Tak, ale widzisz, Molly nie jest zachwycona waszym wczorajszym zachowaniem. Szczerze powiedziawszy, tylko ją zakończył przed poleceniem wczoraj do was. Jest na was zła również o ile nie wyładowała złości na Ginny, odwiedziny potrafią nie być najzdolniejszym pomysłem.
Harremu zimny dreszcz przebiegł po karku. Ciepłego dostania się nie spodziewał po wczorajszym numerze, ale wściekła Molly Weasley to istniałoby trochę czego Harry zawsze się obawiał.
- Będę musiał jakoś to doświadczeń. Obiecałem Ginny.
- To twoja decyzja. Chodźmy.
Mężczyźni aportowali się przy furtce Norry. Harry nie istniał pewien czy Pan Weasley daje czas Harremu na ucieczkę czy swojej żonie na atak. Podwórko Nory skryte było pod warstwą białego puchu. Kurczaki cicho gdakały zamknięte w kurniku a kilka gnomów ganiało się po zasypanych śniegiem rabatkach.
Pan Weasley otworzył drzwi, idąc do kuchni Nory.
- Cześć tato!
- Dobry wieczór chłopcy. Przyprowadziłem gościa
- Przy kuchennym stole siedzieli George oraz Ron. Równocześnie spojrzeli na występującego w zakresie Harrego.
- Osz, Ginny! – George poszarzał na twarzy.
- Mamo, Harry! – Twarz Rona wykrzywił dziwny grymas.
Z głębi domu dobiegł tupot biegu dwóch osób. Po chwili do kuchni wpadła Ginny z Ręką w ramionach.
- Harry! Deportuj nas nas już! – Krzyknęła sprawnie wymijając próbującego ją wziąć Rona oraz wnikając w ramiona Harrego. Możliwe, że usłuchał by prośby, gdyby nad jej ramieniem nie zobaczył wbiegającej do kuchni pani Weasley. Wyraz furii na jej osób sprawił, iż Harry zapomniał kiedy się deportuje.
- Harry Potterze i Ginewro Weasley, zapraszam do mnie! – Wypiała głosem dziwnie przypominającym wyjca.
Ginny weszła w Harrym przerażony wzrok oraz ani drgnęła, Harry chwycił jej rękę oraz poprowadził za sobą do salonu Nory. Co potrzebowała już zostać od swojej matki, że była aż tak przestraszona. Ona, która zawsze niczego się nie bała. Mijając stół uchwycił jednakowo proste i niespokojne twarze Artura oraz Georga oraz wyraz mściwej satysfakcji przemieszanej z czymś, czego znowu nie mógł rozpoznać, na osobie Rona.
Usiedli na kanapie, przed którą stała pani Weasley. Trzej mężczyźni rozsiedli się w kuchni tak żeby mieć dobry wizerunek na całą scenę. Pani Weasley była przed swoja pociechą dodatkowo jej panem z rękoma wspartymi na biodrach a Harry żałował, iż nie może dorobić się niewidzialny. Ręka w najkrótszym okresie nie powtarzał się kondycją i zadowolony łasił się do Harrego wspinając po jego torsie do osoby.
- Jak śmieliście! – Krzyknęła nagle pani Weasley tak mocno, że cali w Norze podskoczyli a Wilczarz zaskomlał oraz skulił się na kolanach Harrego. – Jak śmieliście zrobić coś takiego!
- Pani Weasley.
- Milcz młody człowieku! Nie przedstawiam pojęcia… co sobie myśleliście, zostać sami!
- Mamo, my nic nie zrobiliśmy! – Krzyknęła Ginny
- Nie wywołuje mnie to. Nigdy w utrzymaniu by mi toż do głowy nie przyszło. Moja jedna córka.
- Jesteśmy duzi!
- Nie skończyliście szkoły!
- Harry zrobił i ma pracę.
- Zatem nie ma nic do sprawy. W działaniu bym się nie spodziewała, że będziecie tacy nieodpowiedzialni!
- Pani Weasley, przecież Ginny tylko przenocowała w moim domu.
- Właśnie! Co sobie pomyślą wszyscy o mojej córce! Czy ty o tym pomyślałeś Harry Potterze. Typy będą gadać. Nasza jedyna córka zamiast w domu sypia u innych mężczyzn, SAMA!
- Tego obecnie zbyt dużo! – Harry oderwał się z kanapy. – Nie jestem obcym mężczyzną ani dla Ginny ani dla Osoba, toż po pierwsze. – Po drugie proszę nie tworzyć ze mnie wielu mężczyzn bo obraża tym kobiety Ginny oraz poza tym Ginny nie sypia u mnie. Ma nasz pokój na Grimmauld Place!
- Jesteście tam ciż! – Molly zapiała tak cienko, iż Harry otworzył się obawiać czy nie popękało mu szkliwo na zębach.
- Właśnie o to gra? O to, iż istniejemy jedyni? Świetnie! Cudownie, w takim razie zapraszam wszystkich do mnie!
W miejscu nastała cisza. Harry oraz Molly Weasley stali osobą w postać piorunując się wzrokiem.
- Słucham? – Pani Weasley po raz pierwszy ostatniego dnia polecałabym się być twarda z tropu.
- Jeśli idzie o to, iż jesteśmy z Ginny sami, stawiam na Święta do mnie.
- A my jesteśmy dom!
- Mój stanowi wspanialszy, będzie nam wygodniej.
- Tak, tak! – Ginny poderwała się uradowana. – Święta na Grimmauld Place.
- Siadaj! Mamy dom i spędzimy tutaj święta.
- Ale ja chcę u Harrego.
- U mnie będzie nam wszystkim wygodniej oraz nie będzie musiała się Pani przejmować przygotowaniami.
- U ciebie jest nora śmierciożerców natomiast nie dom. Jak niby zawierają się tam udać Święta.
- Może odwiedziła by Pani wreszcie Grimmauld Rynki i zapomniała obrażać mój dom. Tak się starałem, aby go przystroić.
- Tak, tam jest idealnie mamo. Prawda Ron. – Ginny zdała się do brata. Zaczęli z Harrym przechodzić do szturmu na jej inną matkę.
- No ja tenże…. w kwocie toż oczywiście….- Ron zaczął dukać bez składnie.
- Świetnie, więc Święta u mnie, Stworek! – Wykrzyknął Harry.
- Pan Wzywał.
- Przygotuj sypialnie na trzecim piętrze. Weasleyowie zjadą na Wielka.
- Tak Paniczu. – Skrzat zamiótł podłogę nosem oraz zniknął z trzaskiem.
- A ja… – Zaczęła pani Weasley
- Molly – wtrącił się jej człowiek – Daj im szansę.

 

 

 

Musisz się zarejestrować aby dodawać komentarze.

Kursy walut


Strona naszkraj.info powstała aby skupić w jednym miejscu ciekawostki o codziennym życiu, ciekawostki z polski i ze świata, skupia ona również informacje z polski a także świata. Zachęcamy zatem do czytania artykułów z dziedziny: informacje z polski oraz ciekawostki. Jeśli lubisz pisać, lub znasz jakąś ciekawą informację możesz ją opisać na naszej stronie, wystarczy że się zalogujesz i możesz korzystać nieograniczonych narzędzi dających możliwość dodawania artykułów w naszym serwisie.



opinie

Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszych serwisie, dostosowania go do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Akceptuję ciasteczka z tej witryny.

EU Cookie Directive Module Information