Święte miasto w dżungli
W jego słowach nie było przesady. Postawiona w połowie XII w. świątynia należy do najwspanialszych budowli w dziejach ludzkości. Mouhot nie był pierwszym Europejczykiem, który widział Angkor Wat, ale dopiero jego relacja i rysunki uświadomiły zachodniemu światu, jakie wspaniałości kryją się w kambodżańskiej dżungli. Opisane przez francuskiego podróżnika świątynie są pozostałością po ogromnym mieście Angkor, średniowiecznej stolicy Imperium Khmerów. W okresie największego rozkwitu państwo to zajmowało znaczną część Półwyspu Indochińskiego.
WIEJSKIE MIASTO
Angkor założył w 802 r. król Dżajawarman II. Mądrze wybrał miejsce – tereny przyszłego miasta obfitowały w wodę i po zbudowaniu sieci kanałów nawadniających rolnicy cieszyli się zbiorami ryżu przez cały rok. Przez kolejne stulecia metropolia rosła w siłę, a władcy zdobili ją pięknymi świątyniami. Jeszcze niedawno nie mieliśmy pojęcia, jak wielkie było to miasto. Dopiero na początku XXI w., gdy University of Sydney z Australii, UEcole franęaise d’ExtremeOrient z Francji i APSARA (kambodżańska instytucja zarządzająca zabytkami w Angkorze i regionie Siem Reap) utworzyły inicjatywę badawczą Greater Angkor Project, średniowieczna stolica Khmerów zaczęła ukazywać swe prawdziwe oblicze.
Już pierwsze badania z użyciem zdjęć lotniczych i satelitarnych pozwoliły naukowcom nazwać Angkor najbardziej rozległym miastem świata przed rewolucją przemysłową. Okazało się, że w XII-XIV w. aglomeracja zajmowała obszar około 1 tys. km2 (czyli dwa razy więcej niż dziś Warszawa). Naukowcy oszacowali, że żyło tam około 800 tys. ludzi. W tym czasie Kraków zamieszkiwało co najwyżej kilkanaście tysięcy osób. Angkor znacznie się jednak różnił od europejskich odpowiedników. Nie licząc klastra monumentalnych budowli w centrum, większość miasta składała się z pól uprawnych poprzetykanych skupionymi wokół świątyń chatami. Mieszkańcy nazywali Angkor Yaśodharapura, co w sanskrycie oznacza Święte Miasto, choć w świetle współczesnych definicji jednostka osadnicza, której tereny użytkuje się rolniczo, nazywana jest wsią opowiada polski archeolog Kasper Hanus z University of Sydney, od kilku lat biorący udział w pracach Greater Angkor Project. Sieć transportową tworzyły kanały i drogi. Kanały grały dużą rolę, ale z pewnością nie była to druga Wenecja. W pewne miejsca można było dotrzeć tylko drogami – tłumaczy Hanus. Takie „wiejskie” miasta specjaliści nazywają obszarem zurbanizowanym o niskim zagęszczeniu ludności. W zasadzie nieznane w Europie, były częste na obszarach tropikalnych. Tak wyglądały np. miasta Majów w Ameryce Środkowej. Kasper Hanus do zespołu Greater Angkor Project dołączył w styczniu 2011 r. Od początku studiów archeologicznych bardzo interesowała mnie Azja Południowo-Wschodnia. W Polsce nikt się nie zajmuje tym regionem i dlatego pisałem pracę w Zakładzie Archeologii Nowego Świata na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednocześnie sam uczyłem się archeologii Azji. Trudno mi było jednak znaleźć literaturę i już na pierwszym roku studiów poprosiłem prof. Rolanda Fletchera z University of Sydney o pomoc w dotarciu do niektó¬rych materiałów. Zaczęliśmy korespondować i po jakimś czasie dostałem zaproszenie do Kambodży. Po tym pobycie zaproponowano mi stałą współpracę przy projekcie – opowiada polski archeolog. ZAGINIONE MIASTO Hanus odpowiada za obróbkę i wizualizację danych gromadzonych podczas badań. Dołączyłem do grupy związanej z liderem, gdyż moimi głównymi zainteresowaniami są archeologia lotnicza i teledetekcja tłumaczy I to właśnie lidar dostarczył nowych sensacyjnych danych, które badacze zaprezentowali w lipcu tego roku na łamach prestiżowego magazynu naukowego „Proceedings of the National Academy of Sciences” (PNAS). Kasper Hanus jest współautorem artykułu. W największym skrócie lidar to laserowy odpowiednik radaru. Użyty z powietrza pozwala z ogromną precyzją skanować powierzchnię ziemi. Ponieważ nie przeszkadzają mu liście drzew i krzewów, jest niezwykle przydatny w poznawaniu ukształtowania powierzchni terenów zalesionych. Niestety, to wciąż bardzo droga technologia. By zgromadzić środki na badania lidarowe, powstało konsorcjum złożone z wielu instytucji z całego świata. Pieniędzy nie starczyło jednak na przebadanie całego interesującego obszaru, więc archeolodzy zeskanowali teren o powierzchni 370 km2. Obejmował on centrum Angkoru, fragment położonego 40 km na północny-wschód wzgórza Phnom Kulen i położony jeszcze dalej rejon, Koh Ker. Te obszary były precyzyjnie wybrane. Pod uwagę braliśmy m.in. źródła pisane i wyniki prospekcji powierzchniowej. Głupotą byłoby w ciemno wydawać setki tysięcy dolarów, nie wiedząc, czy coś się znajdzie mówi Hanus. Gdy już wszystko było przygotowane, śmigłowiec z aparaturą pomiarową ruszył nad wybrane tereny. Wyniki pomiarów przerosły oczekiwania naukowców. Pozwolą na nowo zdefiniować Angkor i okolice miasta ocenia polski archeolog. Największą sensacją było odkrycie gęstej siatki zabudowań w Phnom Khulen i Koh Ker. W przypadku Phnom Kulen wiedzieliśmy, że „coś” tam jest. Już od XIX w. były znane ruiny świątyń, ale nie spodziewaliśmy się aż tak rozległej tkanki miejskiej komentuje badacz. Archeolodzy Damian Evans z University of Sydney i Jean Baptiste Chevance z brytyjskiej fundacji Archaeology and Development uważają, że miasto odkryte na górze Phnom Kulen to Mahendraparvata, czyli Góra Wielkiego Indry. Indra był jednym z najważniejszych bogów mitologii indyjskiej, dobrze znanej w średniowiecznej Kambodży. Hinduizm, a następnie przybyły z Indii buddyzm były głównymi religiami Imperium Khmerów. Evans uważa, że założyciel Angkoru, król Dżajawarman II, mógł przybyć właśnie z Phnom Kulen. Na razie naukowcy nie są w stanie dokładnie określić rozmiarów miasta, gdyż na obszarze objętym badaniami lidarowymi znalazła się tylko część wzgórza. Jeśli chodzi o Koh Ker, to wiedzieliśmy, że była tam efemeryczna stolica jednego z królów, który ze względów politycznych opuścił Angkor. Myśleliśmy, że zbudował tylko parę świątyń i pałac, ale teraz okazało się, że i tam istniało całe miasto, choć nie tak wielkie jak Angkor. Lidar pokazał m.in. pozostałości infrastruktury wodnej, jak choćby tamy, a także całą siatkę dawnych pól ryżowych wyjaśnia Hanus. Badacze traktują te ośrodki jako oddzielne od Angkoru miasta. Powiększają one znany zurbanizowany obszar, aczkolwiek nie ma na razie pewności, czy wszystkie te tereny były zamieszkane jednocześnie. Na przykład wielu mieszkańców Koh Ker mogło przybyć z Angkoru wraz z władcą. W samym Angkorze wyniki badań lidarem pozwalają dużo lepiej zrozumieć, jak ta specyficznie khmerska urbanizacja wyglądała. Otrzymaliśmy czytelniejszy obraz całości zabudowy, złożonej z kanałów, kopców ziemnych, na których stawiano domy, dróg, świątyń i zbiorników na wodę mówi Hanus na podstawie danych z lidaru szacujący, ile wody magazynowały miejskie zbiorniki. Mieszkańcy Angkoru gromadzili wodę w porze monsunowej, by jej używać w porze suchej. Pojemność zbiorników pozwala trafniej ocenić liczbę mieszkańców miasta. Pojawiły się też nowe zagadki, np. na południe od fosy otaczającej świątynię Angkor Wat lidar ujawnił dziwne spiralne struktury. – Nie mamy pojęcia, co to jest śmieje się Hanus. Badania terenowe wykazały, że struktury to nasypy z piasku, w których nie ma żadnego materiału kulturowego. Możliwe, że był to rodzaj ogrodów, ale to tylko jedna z wielu hipotez.
MINY, MACZETY I CERAMIKA
Korzystanie z lidaru nie oznacza, że archeolodzy siedzą jedynie przy komputerach w klimatyzowanym biurze w Siem Reap, mieście na obrzeżach dawnego Angkoru. By lepiej zrozumieć, co ujawniły promienie lasera, muszą jeździć w teren i na miejscu oglądać wykryte struktury. Takie wyprawy nierzadko trwają kilka dni i przypominają trochę sceny z filmów z Indianą Jonesem. Cały region jest porośnięty bujną roślinnością i nieraz konieczne jest użycie maczet, by wyciąć drogę do niezbadanych dotąd pozostałości dawnych budowli. Poważnym zagrożeniem są też miny, pozostałość po krwawej i długiej wojnie domowej rozpoczętej w latach 70. XX w. Jeszcze na początku lat 90. na terenie Angkoru i Phnom Kulen toczyły się zażarte walki. Zasadniczo obszar Angkoru jest już wolny od min, ale jeszcze gdzieś mogą być pojedyncze sztuki, bo nawet najlepszy program rozminowywania nie jest doskonały. Natomiast w Phnom Kulen i Koh Ker miny są już poważnym problemem i trzeba chodzić z lokalnymi przewodnikami po ścieżkach albo dosłownie skakać po kamieniach czy korzeniach. Tam naprawdę trzeba uważać. Nieocenioną pomocą jest obecność eksperta w dziedzinie min, Belga Stefana de Greefa, który jeździ z nami w teren – opowiada Kasper Hanus. Podczas wyprawy weryfikacyjnej na Phnom Kulen archeolodzy korzystali też z pomocy byłego żołnierza Czerwonych Khmerów (komunistycznej partyzantki, mającej w przeszłości bazy w Angkorze). Dane uzyskane przez lidar trzeba weryfikować w terenie z kilku powodów. Przede wszystkim archeolodzy muszą sprawdzić, czy zauważona anomalia terenu jest rzeczywiście dziełem człowieka, a także czy nie jest to jakaś współczesna struktura, która jedynie przypadkiem przypomina archeologiczne pozostałści. Naukowcy sprawdzają też chronologię zidentyfikowanych obiektów. Czasami robią w tym celu małe wykopy sondażowe. Naszym najlepszym datownikiem jest chińska ceramika, która dość często się zmieniała, a jednocześnie trafiała do Angkoru w dużych ilościach tłumaczy Hanus.
NA LASCE KLIMATU
Większość budynków dawnego Angkoru można rozpoznać jedynie po niewielkich kopcach, na których stały, oraz po znajdujących się w pobliżu domów zbiornikach na wodę. Archeolodzy nie mają szans na znalezienie resztek domów zwykłych ludzi, a nawet królewskich pałaców, gdyż były one stawiane z drewna i już dawno zgniły. Z kamienia i cegły budowano wyłącznie świątynie. Khmerowie uważali, że kamień jest wieczny, tak jak wieczni są bogowie. Dla bogów budowali więc z wiecznego materiału. Człowiek, nawet król, przemija, i dlatego stawiane dla niego budowle również miały przemijać wyjaśnia Hanus. Mimo to próby czasu nie przetrwało także wiele budynków dla bogów. Większość z setek świątyń była bowiem niewielkimi obiektami o bokach długości 5 m. Średniowieczni Khmerowie nie używali zaprawy, więc nienaprawiane budowle dość szybko się rozpadały.
W dodatku od setek lat większości świątyń nikt nie pilnował i niszczyli je miejscowi mieszkańcy szukający budulca bądź złodzieje zabytków. Dopiero niedawno proceder ten ograniczono. Niestety, jego skutków nie da się naprawić. Angkor pełen jest bezgłowych rzeźb, gdyż głowę najłatwiej odrąbać i sprzedać z zyskiem. A popyt na khmerskie zabytki był ogromny, gdyż tamtejsi kamieniarze potrafili wyczarować prawdziwe cuda. Świątynie były pełne posągów bogów, boskich istot i przedstawień historycznych. Wiele płaskorzeźb ukazuje chociażby militarne podboje królów z Angkoru.
Badania z ostatnich kilkunastu lat pokazały również, dlaczego w XV w. Angkor opustoszał. Skanowanie laserowe potwierdziło dotychczasowe podejrzenia naukowców. Rozbudowany system zarządzania wodą, który umożliwił powstanie tej ogromnej metropolii, stał się też jej słabym punktem. W XIV i XV w. na skutek zmian klimatycznych zwanych małą epoką lodową Indochiny nawiedziła seria poważnych susz przerywanych wyjątkowo ulewnymi deszczami. Skomplikowany system kanałów i zbiorników, w połączeniu z ogromną liczbą ludności i rozległym bezleśnym obszarem, spowodowały, że Angkor nie poradził sobie z kataklizmami. Nie było już możliwości, by bardziej zwiększyć wydajność całego systemu, choć archeolodzy znaleźli ślady podejmowanych prób. Khmerowie po prostu zbudowali zbyt dużą stolicę.
Większość ludności opuściła miasto i osiedliła się w innych częściach Kambodży. Ich domy zgniły, wiele kanałów i zbiorników wypełnił muł, a liczne świątynie zaczęły się rozpadać. Ostateczny cios zadali miastu Tajowie, którzy zdobyli i złupili Angkor w 1431 r. Część dawnej infrastruktury przetrwała jednak do naszych czasów i gdzieniegdzie obecna ludność obszaru Angkoru korzysta z elementów dawnej sieci irygacyjnej. Na niektórych średniowiecznych drogach są zaś nowe nawierzchnie. Kasper Hanus spędził już w Angkorze osiem miesięcy. Tej zimy, dzięki grantowi przyznanemu przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pojedzie tam po raz czwarty.