ŻYCIE NA MARSIE?
Od czasów, kiedy włoski astronom i polityk Giovanni Virginio Schiaparelli pisał o „kanałach”, które jakoby ujrzał na powierzchni Czerwonej Planety, ludzie chcieliby wierzyć, że na Marsie jest życie. Astronomowie przed nim także donosili o zaobserwowaniu podobnych tworów, lecz dopiero jego prace stały się naprawdę popularne. Przystąpiwszy do badań, w 1877 roku Schiaparelli udokumentował ponad 100 „kanałów”. Tak się bowiem niefortunnie składa, że włoskie słowo oznaczające rowy brzmi canali i wkrótce angielskojęzyczne media przetłumaczyły je jako „kanały”.
Od razu też pojawiły się spekulacje na temat „Marsjan” i ich „kanałów” oraz rozwiniętej cywilizacji. Percival Lowell ze Stanów Zjednoczonych także ogłosił, że widział owe „kanały”. Uważał on, iż inteligentni Marsjanie wykopali olbrzymie kanały irygacyjne, doprowadzające wodę z czap polarnych, kiedy ich planetę ogarnęła susza. Uważał on, że widziane przezeń „kanały” to pasy roślinności o szerokości wielu kilometrów, ciągnące się po obu stronach niewidocznych kanałów nawadniających. Jednakże, kiedy w 1967 roku amerykańskie sondy kosmiczne Mariner 6 i Mariner 7 przesłały na Ziemię zdjęcia powierzchni Marsa, nie zobaczono na nich kanałów. Okazało się, że były one złudzeniem optycznym, wynikłym z tego, że oko astronoma „połączyło” duże pojedyncze elementy rzeźby terenu w ciągłe linie.
TAJEMNICZE MARSJAŃSKIE KSIĘŻYCE
Skąd Wolter i Swift wiedzieli, że Mars ma dwa księżyce, na długo zanim teleskopy stały się tak dobre, iż można było te księżyce zobaczyć?
Odpowiedź jest prosta. Wydedukowali z matematycznej zależności. Ziemia ma jeden księżyc. Galileusz zobaczył cztery księżyce wokół Jowisza (w 1999 roku poznaliśmy ich już ok. 16). A więc Mars, krążący między Ziemią a Jowiszem, powinien mieć dwa księżyce, gdyż dwójka jest w pewnym sensie liczbą pośrednią między jedynką a czwórką. Jednym słowem, udany strzał… a nawet dwa.