Nagroda podnoszenia
Jaki pożytek płynie z Pokojowych Nagród Nobla? Barack Obama (laureat z 2009 r.), którego uhonorowano za wysiłki na rzecz rozbrojenia nuklearnego, właśnie ogłosił, że USA zainwestują w rozwój swojego arsenału atomowego aż bilion dolarów.
Rządzonej przez Ellen Johnson-Sirleaf (Nobel 2011 r.) Liberii nie oszczędza epidemia eboli, potwierdzono tam już rekordowe 2,3 tys. zgonów. Razem z Johnson-Sirleaf jako pierwszą Arabkę w historii nagrodzono dziennikarkę Tawakkul Karman, jedną z przywódczyń rewolucji 2011 r. owocem tamtego buntu, oprócz usunięcia wieloletniego dyktatora, jest pogłębiający się chaos, przez co swoje wpływy w kraju zachowała Al-Kaida i odsunięty prezydent. W Unii Europejskiej (2012 r.) furorę robią ruchy nacjonalistyczne. Rozbrojenie chemiczne wciąż jeszcze trwa (Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej, 2013 r.). Laury dla Liu Xiaobo (2010 r.) niczego nie ruszyły w Chinach, sam laureat nadal przebywa w więzieniu.
Nagroda dla Marttiego Ahtisaariego (2008 r.) za skuteczne mediowanie w konfliktach zbrojnych nie powstrzymuje wybuchu nowych wojen i wojenek. Al Gore (2007 r.), tak jak cała ludzkość, nie daje rady powstrzymać zmiany klimatu. Podobnie pogry- masić można by nad prawie każdym z ponad stu pokojowych wyróżnień. Jednak nie ma co oczekiwać od Nobli zbyt wiele. Nie zmieniają rzeczywistości, raczej podnoszą rangę często niedostrzegalnych problemów oraz przydają popularności dzielnym i szlachetnym rzecznikom ich rozwiązania. Liberia może nie radzić sobie z epidemią, ale Leymah Gbowee, rodaczka Johnson-Sirleaf i z nią nagrodzona, potrzebowała tej nagrody, by ktokolwiek chciał słuchać o gehennie dziewczynek w Afryce Zachodniej: skrajnej biedzie, gwałtach, prostytucji i wczesnym macierzyństwie.
W tym roku wyborowi nie towarzyszą kontrowersje, bo zamiast polityków, uhonorowanych za zakończenie wojny wywołanej przez innych polityków, dostrzeżono tych, którzy na co dzień czynią pokój, broniąc praw dzieci: zeszłoroczną faworytkę, uczennicę Malalę Yousafzai, najbardziej rozpoznawalną Pakistankę,Kailasha Satyarthiego z Indii -już nie anonimowego.