SONDY PIONEER I VOYAGER NAJODLEGLEJSI WYSŁANNICY LUDZKOŚCI
Pierwsze sondy okrążyły Ziemię, potem uczynił to również człowiek, następnie ludzkość pierwszy raz dotknęła stopą powierzchni ciała niebieskiego Księżyca. Po tak wielu sukcesach naukowcy pomyśleli: co dalej? Może nadszedł już czas, aby wysłać na obrzeża Układu Słonecznego sondy kosmiczne i kontaktować się z nimi jak najdłużej? Astronomowie NASA, zachęceni dotychczasowymi sukcesami w zdobywaniu kosmosu, zaczęli kierować swój wzrok jeszcze dalej. Odwieczne dyskusje na temat Czy jesteśmy sami w kosmosie? wkroczyły na nowy poziom w latach 60. XX w., gdy powstał projekt SETI (Searchfor Extraterrestrial Intelligence, „poszukiwanie inteligencji pozaziemskiej”). Badania wypadało rozpocząć od słabo poznanych sąsiadów planetarnych Ziemi. Po wielu latach misje Pioneer i Voyager udowodniły jednak, że są w stanie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu zbadać sąsiednie planety gazowe olbrzymy Jowisza i Saturna a potem kontynuować podróż dalej, poza Układ Słoneczny.
Na pokładzie sond naukowcy umieścili informacje dla ewentualnych przedstawicieli inteligencji pozaziemskiej. Bada nie przestrzeni, do których sami nie jesteśmy w stanie fizycznie dotrzeć, i wysyłanie wiadomości ewentualnym mieszkańcom kosmosu to podstawowe cele wy znaczone przez inicjatorów misji.
Początki amerykańskiego programu kosmicznego o nieprzypadkowej nazwie Pioneer („pionier”) są prologiem do poważnych ba dań kosmosu. Pierwsza seria satelitów, które z początku miały badać Księżyc, została stworzona już w 1958 r. Początkowo przypominało to jednak wysiłki za gubionego korsarza, a nie pioniera przestrzeni kosmicznej. Z pierwszych dziesięciu sond obok Księżyca przeleciała zaledwie jedna. Potem amerykańscy naukowcy i technicy po stanowili wysłać sondy w kierunku Słońca. Najwyraźniej przypuszczali, że tam nie ma prawa stać się nic złego. Wyglądało na to, że każda klęska odbierała Amerykanom umiejętność trzeźwiej oceny sytuacji, przez co planowali coraz ambitniejsze misje. Księżyc jest bardzo blisko, a Słońce spala wszystko, co się do niego zbliży. Dopiero tajemnicze olbrzymy gazowe, Jowisz i Saturn, okazały się jedynym sensownym celem misji. Z przylądku Carneval 3 marca 1972 r. wystartowała rakieta Atlas Centaur, która wyniosła na orbitę sondę Pioneer z numerem 10, a następnie wypuściła ją w kierunku Jowisza. Był to prawdziwy sukces! Sonda planetarna, ważąca niecałe 300 kg, w ciągli 12 godzin przeleciała obok Księżyca, a po 21 miesiącach, w grudniu 1973 roku, jako pierwsza maszyna skonstruowana przez człowieka, znalazła się na orbicie największej planety Układu Słonecznego Jowisza. Przesłała na Ziemię tysiące cennych zdjęć i danych, które do dziś dostarczają ekspertom ważnych informacji. Ze względu na swoje zaprojektowanie, nikt nie był w stanie zatrzymać sondy, przez co kontynuowała swoją wędrówkę w coraz odleglejsze rejony kosmosu, aż na peryferie Układu Słonecznego. Misja została zakończona w 1997 r., a ostatni słaby sygnał został przechwycony jeszcze 6 lat później. Pioneer 10 zmierza w kierunku gwiazdozbioru Byka i każdego roku pokonuje kolejne 380 mld km w swojej wiecznej wędrówce. Jeśli na jego drodze nie spotka go żadne nieszczęście, za niecałe 2 mln lat dotrze do gwiazdy Aldebaran.
Naukowcy kuli żelazo póki gorące. Przygotowali kolejną sondę misji Pioneer, która otrzymała numer 11. Wysłali ją śladami „dziesiątki” w kwietniu 1973 r„ a jej celem było zbadanie zarówno wielkich gazowych planet, jak i rejonów graniczących z Układem Słonecznym. Jednak gdy we wrześniu 1995 r. Pioneer 11 przeciął orbitę Neptuna, NASA utraciła z nim połączenie, co było wynikiem słabnącego źródła energii. Jeśli sondy planetarne mają spełniać swoje pierwotne zadania, do ich misji powinno wykorzystywać się sprzyjające układy wielkich planet. Takie właśnie było główne założenie programów Voyager 1 (rozpoczęty we wrześniu 1977 r.) i Voyager 2 (rozpoczęty w sierpniu tego samego roku) w ramach naukowo badawczego programu Mariner. Projekt przeszedł do historii pod nazwą wielkiej podróży. Bez wątpienia jest to absolutnie najdłuższa podróż w historii ludzkości. Wyniki zapierają dech w piersi. Sondy nie tylko spełniły swoje podstawowe zadania (zbadanie Jowisza, Saturna, Neptuna i Plutona), lecz także już dawno temu przekroczyły swoją zakładaną żywotność komunikacyjną. Voyager 1 jest dziś najbardziej oddalonym od Ziemi obiektem stworzonym przez człowieka, z którym NASA utrzymuje (i według prognoz będzie utrzymywała jeszcze przez najbliższych 10 lat) kontakt radiowy! Eksperci potwierdzili, że Voyager 1 znajduje się prawie 20 mld km od Ziemi, czyli „zaledwie” 17 godzin świetlnych. Jest to bardzo szybka sonda Pioneer 10 pokonuje 1 au (1 jednostka astronomiczna = 150 mln km) w ciągu ok. pół roku, a Voyager 1 potrzebuje na to zaledwie ok. 50 dni. Wszystko to dzięki zamontowanym w sondzie, na tamte czasy rewolucyjnym, radioizotopowym i termoelektrycznym źródłom energii. Obie sondy Voyager niosą na swoim pokładzie graficzne i audiowizualne przekazy dla obcych cywilizacji. Za ok. 40 tys. lat Voyager 1 powinien dolecieć na orbitę słońca Gliese 445 w gwiazdozbiorze Żyrafy. Wtedy oddali się od Ziemi nie na 17 godzin, ale aż na 17 lat świetlnych.