Głodny jak… tygrysica
Samica wychowująca potomstwo jest gotowa na największe wyzwania także łowieckie
Tygrys amurski (Panthera tigris altaica) podgatunek zamieszkujący Rosję, niewielki fragment Chin i Korei Północnej jeszcze do niedawna miał w Światowej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych IUCN status takso nu krytycznie zagrożonego. Od lat 30. XX wieku, gdy na wolności żyło około 30 osobników, jego populacja wzrosła do 360 na początku obecnego stulecia. Pozwoliło to na zmianę jego statusu na zagrożony. Jednak tygrysom amurskim nadal nie wiedzie się najlepiej. Przyczynia się do tego degradacja ich siedlisk oraz aktywność kłusowników, zabijających zarówno same tygrysy, jak i dzikie ssaki kopytne stanowiące podstawę diety łych wielkich kotów.
Aby zapewnić tygrysom odpowiednią ilość pożywienia, potrzebna jest wiedza na temat ich wymagań pokarmowych. Zespół amerykańskich i rosyjskich naukowców oznakował więc pięć tygrysów obrożami wyposażonymi w odbiorniki GPS. Urządzenia te pozwoliły na ocenę aktywności tygrysów. Uzyskane w ten sposób dane, łącznie z informacjami na temat kosztów reprodukcji, pozwoliły na oszacowanie wydatków energetycznych zarówno u samców, jak i samic. Wyniki tych badań, opublikowane na łamach jednego z ostatnich numerów Biological Conservation, pokazały ogromne różnice w apetytach obu płci. Aby uniknąć zagłodzenia, dorosłe samce muszą zjadać co najmniej 5,2 kg mięsa dziennie, podczas gdy samice, które nie wychowywały młodych, do przeżycia wymagają mniej niż 4 kg pokarmu. Sytuacja zmienia się drastycznie, gdy tygrysica dochowa się potomstwa. Samica, opiekująca się czterema kociętami, musi zjadać codziennie ponad 11 kg mięsa. Różnice te są szczególnie widoczne, gdy ilość skonsumowanego pokarmu przełoży się na liczbę zwierząt, które tygrysy muszą upolować w ciągu całego roku. Samcom wystarczy 25 udanych łowów na dzikie ssaki kopytne, podczas gdy samice wychowujące młode zmuszone są do dwukrotnie większego wysiłku. Nie pierwszy to przykład nadzwyczajnego wpływu macierzyństwa na zachowanie zwierząt.