Kwiecień, ok. 30 roku: ukrzyżowanie Jezusa
Tłum szalał, wydał już wyrok nawet jeśli sędzia miał jeszcze wątpliwości. Ja nie znajduję w nim żadnej winy zawołał Piłat do rozkrzyczanego motłochu. Lud jednak nie słuchał. Zrezygnowany Piłat skierował kciuk w dół: Jezus z Nazaretu zostanie ukrzyżowany, a morderca Barabasz wypuszczony na wolność. W ten oto sposób wyrok śmierci na człowieka za życia już czczonego jako mesjasz dał początek nowej wielkiej religii: chrześcijaństwu. Czy powstałoby ono również wtedy, gdyby Jezus został ułaskawiony? Jak wyglądałaby wyznaniowa mapa naszego globu bez męczeńskiej śmierci cieśli z Galilei? Odłóżmy na chwilę na bok kwestie wiary i spróbujmy to sobie wyobrazić. Historia świata potoczyłaby się zupełnie inaczej twierdzi badacz starożytności Alexander Demandt. Po ułaskawieniu Jezus mógłby wycofać się z życia publicznego albo przewodziłby w Galilei małej gminie wiernych, która podobnie jak wiele innych sekt w tamtej epoce ną pewniej rozproszyłaby się z czasem i straciła na znaczeniu.
Być może jednak jego zwolennicy zradykalizo waliby się i zaplanowali na przykłac powstanie przeciwko rzymskim okupantom. Demandt jest w każdym razie przekonany o tym, co dla wierzących nie ulega wątpliwości: bez ukrzyżowania Jezusa nie byłoby chrześcijaństwa. A bez niego nie powstałaby cała cywilizacja Zachodu, jaką znamy. Z jednej strony nie byłoby wojen religijnych, wypraw krzyżowych i inkwizycji. Inna byłaby też panująca moralność: nie spopularyzowałaby się zasada miłości bliźniego. Chrześcijanie bowiem po raz pierwszy na tak dużą skalę zakładali szpitale, troszczyli się o słabych, pomagali biednym podkreśla badacz. Ze wszystkich momentów przełomowych w historii żaden nie ma dla Demandta tak wielkiego znaczenia, jak wyrok Piłata.