Blog

OPIEKA NAD PAULEM

Ceną, jaką gospodarz musiał zapłacić za wizytę Paula Brdósa w swoim domu, było zorganizowanie „pobytu wujka Paula”. To zaś oznaczało zaspokajanie bieżących potrzeb gościa. Poza tym trzeba było dać mu trochę pie­niędzy, zorganizować transport do następnego miejsca przeznaczenia czy udać się do lekarza, żeby zdobyć na­stępną porcję tabletek amfetaminy.

Erdos był człowiekiem zupełnie nieprzystosowanym społecznie, o czym świadczy choćby takie zdarzenie. Pewnego razu jeden z gospodarzy Erdósa zostawił otwar­te okno, żeby ten mógł wspiąć się do pokoju, kiedy przy­będzie późno w nocy Przed świtem rozpętała się silna burza i deszcz zaczął zalewać parter budynku. Erdos nie zamknął okna, tylko obudził gospodarza i powiedział: „Tam strasznie leje się przez okno. Może zrób coś z tym”.

 

Paul miał zawsze niezachwianą pewność, że wszyst­ko zostanie zrobione we właściwym czasie. Na przy­kład, w 1984 roku wyjechał z Ameryki do Japonii i nie wziął ze sobą żadnych czeków ani kart kredytowych, miał przy sobie tylko 50 dolarów w gotówce. Ale wcale się tym nie przejmował, gdyż wiedział, że jak zawsze, zatroszczą się o niego matematycy z 25 krajów, leżą­cych na czterech kontynentach. „Nie było się czym mar­twić. Wszędzie po drodze miałem przyjaciół”. I nie my­lił się. Dla matematyków był bowiem Żyjącym Skarbem Narodowym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *