Płatne autostrady
Przez długie lata chłostalismy werbalnie kazdy rzad, który obiecywał nam autostrady, a po wyborach przesiadał sie do helikopterów i zapominał o naszym istnieniu. Ale w koncu doczekalismy sie kilku imponujacych odcinków. Powinnismy zatem byc zachwyceni i wykrzykiwac pod oknami KPRM: „Dziekujemy i prosimy o wiecej!”. Jednak nikt nic takiego nie robi. Bo po autostradach jezdzi sie fatalnie. I nie dlatego, ze asfalt jest złej jakosci. Złej jakosci jestesmy my – kierowcy. Pozwólcie, ze zapytam wprost: po co wyjezdzacie na droge, na której obowiazuje ograniczenie do 140 km/h, skoro i tak toczycie sie po niej lewym pasem w tempie zółwia morskiego, który wylazł na plaze? Wiem to, bo kazdego dnia przejezdzam 50 km podwarszawskim odcinkiem A4, co kosztuje mnie mnóstwo nerwów. Wczoraj pewna pani w oplu corsie postanowiła wyprzedzic TIR a – ciezarówka jechała 89 km/h, ona 89,1 km/h. A gdy tylko – oblana zimnym potem – zakonczyła ten manewr, postanowiła sie zrelaksowac i zdjeła noge z gazu. Jechała 88,9 km/h, w zwiazku z czym ten sam TIR zaczał wyprzedzac ja. Podobne obrazki to codziennosc. Obliczyłem, ze z predkoscia 140 km/h po opisywanym odcinku A4 porusza sie zaledwie 20 proc. samochodów osobowych, pozostałe 80 proc. jezdzi miedzy 90 a 110 km/h.
Dlatego – i tu pewnie naraze sie milionom zmotoryzowanych – jestem za tym, aby autostrady były płatne. I to słono. Tak słono, zeby pani w oplu corsie zdecydowała sie udac do domu objazdem przez wsie. Przeciez i tak sie jej nie spieszy. A ja i 20 proc. pozostałych kierowców bedziemy wówczas mogli jezdzic tak, jakby nam płoneły spodnie. Spróbujcie podejsc do tego w ten sposób: jezeli nie umiecie pływac, to nie wybieracie sie dwa razy w tygodniu na basen, płacac po 20 zł za godzine pluskania. Wystarczy wam domowa wanna. Jezeli zas macie lek wysokosci, to szukacie mieszkania na parterze, a nie na ostatnim pietrze najwyzszego apartamentowca w okolicy. Nie rozumiem zatem, po co wyjezdzacie na autostrade, skoro boicie sie szybko jezdzic. Mówiac krótko – jezeli ze wzgledów fi nansowych/zdrowotnych/ technicznych nie dacie rady wycisnac ze swojego auta 140 km/h, zjedzcie całej reszcie z drogi. I nie opowiadajcie bzdur, ze autostrada jedzie sie „bezpieczniej”. Przeciwnie – własnie przez was jest to niebezpieczne. Kiedy postanawiacie wyprzedzic TIR a, najpierw zmieniacie pas, pózniej właczacie kierunkowskaz, a na samym koncu zerkacie w lusterko, aby sprawdzic, czy ktos za wami nie jedzie. Tyle ze jest juz za pózno, bo ten ktos od paru sekund tkwi w waszym bagazniku. Tym z was, którzy uwazaja, ze „ich samochód nie pojedzie szybko, bo jest za duzy, za ciezki, zbyt rodzinny i za duzo pali”, sugeruje przesiadke do peugeota 3008. Owszem, swego czasu zrównałem z ziemia jego hybrydowa wersje, stwierdzajac m.in., ze mozna sie do niej przyzwyczaic, ale to mniej wiecej tak, jakbyscie przyzwyczaili sie do tego, ze zdradza was zona. Ale ostatnio miałem okazje pojezdzic wersja z dwulitrowym dieslem i zrobiła na mnie dobre wrazenie. Po pierwsze, bardzo dobrze prowadzi sie przy wyzszych predkosciach, co nie jest oczywiste w przypadku auta udajacego SUV a. Jezeli peugeoty z przeszłosci charakterystyka zawieszenia przypominały wysiedziany tapczan, a na ruchy kierownica reagowały w tempie tankowca, to o 3008 nalezy powiedziec, ze jest jak dobrze napompowany materac o zwrotnosci motorówki. Po drugie, jego 150 konny silnik zaskakujaco dobrze radzi sobie z rozpedzaniem 1,6 tonowego nadwozia, zuzywajac przy tym rozsadne ilosci paliwa – mnie wyszło raptem 7 litrów przy stałej predkosci ok. 140 km/h. No i wreszcie po trzecie, czyli wnetrze. Jest tu wystarczajaco duzo miejsca nawet dla piecioosobowej rodziny i jej bagazy. A do tego sporo rzeczy umilajacych podróze, jak szklany dach czy zestaw DVD dla pasazerów tylnej kanapy. To wszystko dostajecie za rozsadne 100 tys. zł i w dodatku – jezeli macie fi rme – mozecie sobie odliczyc pełen VAT. Widzicie zatem, ze juz nawet Francuzi nauczyli sie produkowac samochody, które rozwijaja wysokie predkosci, nie rozpadajac sie przy tym w drobny mak. Jezeli ten argument nie jest w stanie przekonac was do tego, abyscie głebiej wcisneli pedał gazu, to obawiam sie, ze w ogóle nie powinniscie siadac za kierownica. Jezeli boicie sie psów, to nie szukacie pracy w schronisku dla zwierzat. Dlaczego zatem, do jasnej cholery, pchacie sie na autostrade, jezeli boicie sie predkosci?