Spotkanie z niezwykłymi magnetyzerami-radiestetami
Przekonaliśmy się, że wahadełka można używać na różne sposoby. Każdy, kto się nim posługuje, ma nie tylko własną technikę, ale także własny styl działania.
Spośród tysięcy magnetyzerów-radiestetów, którzy pracują we Francji, wybraliśmy trzech, by poświęcić im nieco więcej uwagi, ponieważ każdy z nich ma własną filozofię, własną, oryginalną koncepcję. Są to Germaine Brevet, która tępi alergie, Jean-Louis Crozier, poszukujący osób zaginionych, oraz Jean-Claude Secondé, który stawia diagnozy. Wszyscy troje posługują się magnetyzmem, lecząc swych pacjentów.
a) RADIESTEZJA A ALERGIE
Germaine Brevet, która mieszka w Tours (ale obecnie już nie praktykuje), przesuwa wahadełko nad licznymi pudełeczkami, w których znajdują się pyły przemysłowe, pyłki roślin, włókna syntetyczne. Kiedy dochodzi do „syntoniza- cji”, czyli zgodności fal wahadełka i fal substancji znajdującej się w pudełku, wahadełko zaczyna wirować. To znak, na który czeka Germaine Brevet. Teraz wiadomo, że pacjent, którego ma przed sobą, jest uczulony właśnie na substancję wskazaną przez wahadełko. Trzeba już tylko odbyć seans magnetoterapii.
b) RADIESTEZJA A OSOBY ZAGINIONE
Tymczasem Jean-Louis Crozier, mieszkaniec Ardèche,
15 rue Grimaud, 07 200 Aubenas, tel. 04 75 93 68 68, używa wahadełka zarówno do diagnozowania chorób, jak i do poszukiwania osób zaginionych.
Do pracy wystarcza mu zwyczajna fotografia osoby poszukiwanej (powinna jednak być jak najlepszej jakości i raczej czarno-biała). Przy użyciu tego „materiału” zaczyna długie i żmudne poszukiwania. Etap pierwszy ma na celu ustalenie, czy zaginiony wciąż jeszcze żyje. Aby się tego dowiedzieć, Crozier trzyma fotografię w lewej ręce, a prawą przesuwa nad nią wahadełko. Jeżeli jego ruch jest zgodny z kierunkiem wskazówek zegara, zaginiony żyje. Jeśli krąży w przeciwnym kierunku, nie ma go już na tym świecie. (Dodajmy, że z dokumentacji żandarmerii narodowej wynika, że Crozier nigdy nie popełnił w tej sprawie błędu).
Na podstawie tych wstępnych ustaleń Jean-Louis Crozier stara się zlokalizować zaginionego. Aby to osiągnąć, posługuje się bardzo precyzyjnymi mapami, a jego wahadełko przesuwa się wzdłuż rzek, pasm górskich, lasów, dróg, mostów, szukając najlżejszego echa osoby poszukiwanej. Ponieważ dla Jean-Louisa Croziera wahadełko jest swoistym wzmacniaczem echa emitowanego przez zdjęcie i odsyłanego przez osobę zaginioną. W gruncie rzeczy jest to technika radaru, wzbogacona o modulacje. Echo jest bardzo wyraźne w przypadku osób znajdujących się na ziemi, słabsze w przypadku zwłok leżących w wodzie, jeszcze słabsze, gdy ciało pogrzebano.
Metoda przynosi zadziwiające wyniki. W ciągu 30 lat, bo od tak dawna Crozier prowadzi tego rodzaju poszukiwania, na 1188 przypadków (do końca grudnia 1996 roku) 259 osób odnaleziono dokładnie w miejscu przez niego wskazanym i w określonym „stanie” (żywy lub martwy), 417 przypadków okazało się porażką (jednak Jean-Louis Crozier jest dla siebie surowym sędzią, ponieważ uważa, że odnalezienie osoby o ponad 500 metrów od wskazanego miejsca jest porażką!), reszta natomiast, czyli 771 przypadków, dotyczy osób, o których ani policja, ani rodziny nie miały żadnych informacji od zniknięcia (dodajmy, że tylko w roku 1985 Crozier musiał odmówić w 2080 przypadkach).
Te wyniki zainteresowały profesora Hansa Bendera, dyrektora Instytutu pogranicza psychologii i higieny umysłowej we Fryburgu (Niemcy). Dla tego wybitnego naukowca, pełnego pasji badacza obszarów parapsychologii (telepatia, jasnowidzenie, sny, nawiedzone domy…), Jean-Louis Crozier był wymarzonym obiektem eksperymentu. Toteż Bender poddał go serii testów, na przykład testowi zaklejonej koperty (w kopercie ukryto rysunek, a Crozier miał odtworzyć na kopercie to, co wykryło wahadełko – zarys, wygięcia, cyfry, litery…) czy test bitwy morskiej (miał ustalić rozmieszczenie okrętów na kartce w kratkę).
Na zakończenie wspomnijmy, że Jean-Louis Crozier samodzielnie przeprowadził pasjonujące doświadczenie. Było to 15 lutego 1961 roku, w dniu całkowitego zaćmienia Słońca. Od początku do końca zaćmienia trzymał wahadełko nad studnią – ani drgnęło. Kiedy słońce znów zabłysło, wahadełko zaczęło się poruszać. Był to oczywisty dowód, że Słońce wysyła fale magnetyczne, wychwytywane przez wahadełko i przez… istoty ludzkie.
c) RADIESTEZJA A UZDROWIENIE
Jean-Claude Secondé, aby leczyć pacjentów, łączy radiestezję z magnetyzmem. Odwiedziłem go w jego gabinecie, w okolicy Champs-Elysées, gdzie prowadzi praktykę (3, rue d’Artois, 75008 Paryż; tel. 01 42 25 44 65).
-Proszą nam opowiedzieć, jak został pan radiestetą?
-Zawdzięczam wszystko pewnemu niezwykłemu człowiekowi, który niestety już nie żyje, ojcu Jurion. Poznałem go jako 14-letni chłopiec i odtąd często się widywaliśmy. To on doradził mi, bym poważnie zajął się techniką wahadełka, dzięki niemu więc zawodowo trudnię się radiestezją, magne- toterapią i medycyną naturalną. Każdy może nauczyć się tego, czego ja się nauczyłem. Dowód? Każdego dnia wśród przychodzących do mnie osób są tacy, którzy pragną poznać i stosować moją metodę. Aby uzyskiwać dobre wyniki, dbam o nieodzowną koncentrację, a przede wszystkim wykonuję systematyczne, codzienne ćwiczenia z wahadełkiem. Tylko w ten sposób można rozwijać umiejętności i gromadzić doświadczenia.
-Czy łatwo posługiwać sią wahadełkiem?
-Łatwo, jeśli przestrzega się następujących zasad: dbać o dobrą kondycję, wypracować zdolność maksymalnej koncentracji i panować nad odruchami nerwowo-mięśniowymi. Ta ostatnia wskazówka jest istotna, ponieważ każdy z nas ma dwa sposoby poruszania ręką – kontrolowany (zależny od własnej woli) oraz odruchowy.
To właśnie ten odruch nerwowy trzeba poddać ćwiczeniu, aby dobrze posługiwać się wahadełkiem. Nie wolno bowiem zapominać, że wahadełko jest wzmacniaczem ruchów, które odbywają się w naszym ciele.
-Co można wykryć za pomocą wahadełka radiestety?
-Chciałbym zacząć od podania mojej definicji radiestezji. Według mnie nie jest to sztuka szukania, lecz odnajdywania. Tym, co chcemy odnaleźć, może być woda (z wypełniania tej misji słyną różdżkarze), ale także ludzie, którzy zaginęli (na podstawie fotografii lub rzeczy osobistych i map sztabowych). Wspomagamy się wahadełkiem także przy wykrywaniu szkodliwego promieniowania w domach (wystarczy zdjęcie lub plan), wskazujemy drogę rozwoju zawodowego dorosłym, pomagamy małżeństwom cenić to, co różni dwoje ludzi.
Osobiście uprawiam przede wszystkim radiestezję służącą niesieniu ulgi chorym.
-Czy mógłby Pan wyjaśnić, w jaki sposób zwykłym wahadełkiem, złożonym z trzydziesto-gramowego ciężarka na nici, można naprawdę wykryć chorobę?
-Głównym celem radiestezji jest moim zdaniem wykrywanie siedliska zła, to znaczy narządu ogarniętego procesem chorobowym. Chcąc to osiągnąć, proszę pacjenta, aby płasko oparł dłoń o moje biurko. Wtedy ustawiam wahadełko nad tą ręką, natomiast wskazującym palcem lewej ręki wędruję po tablicy anatomicznej. Wykrycie źródła choroby następuje, gdy stwierdzam zaburzenie ruchu wahadełka. Wówczas wystarczy spojrzeć na tablicę anatomiczną i określić, jaki narząd znalazł się pod małym palcem. Aby diagnozę uczynić bardziej precyzyjną, sięgam po szczegółową tablicę anatomiczną danego organu. Ten etap pracy nie jest jednak końcowym. Zależy mi na udzieleniu porad, których zgłaszający się do mnie ludzie mają prawo oczekiwać. Te porady mogą przybierać rozmaite formy – czasem zalecam konsultację u specjalisty (ginekologa, dermatologa, endokrynologa, specjalisty chorób naczyniowych, reumatologa…), kiedy indziej leki homeopatyczne lub metale (oligoelementy). Zauważyłem niestety, że ludzie na ogół nie znają zasad zdrowego odżywiania. A przecież zdrowie w ogromnej mierze zależy od tego, czym karmimy nasz organizm i czy potrafimy wypoczywać. Czy wie pan na przykład, że surowa natka pietruszki jest doskonałą przyprawą i dostarcza więcej witaminy C niż cytryna? Pyłki kwiatowe to bogate źródło witamin B. O tym wszystkim warto informować ludzi, aby ich życie było przyjemne, a zarazem zdrowsze.