Jak wykorzystują kobiety
Na miłość, na prace. Tak sutenerzy Łapią współczesne niewolnice młode kobiety z naszego regionu najpierw wierzą, ze dostana za granica świetnie płatna prace hostessy lub kelnerki, nawet bez znajomości obcego języka. A na miejscu popadają w kłopoty, całkiem trąca głowę. Myśla, ze w obcym państwie nie maja żadnych praw; zarabiają na sutenerów, boja sie urzędów i policji, nie wychodzą same poza lokal, rzadko próbują uciec. Staja sie niewolnicami. Za każda z nich stręczyciele, jak ustaliła śląska policja, biorą od mafiosów co najmniej po kilkaset euro. Jak sie łowi takie dziewczyny? Na prace i na miłość. Zdaniem prokuratury Bożena G. z Chorzowa wybrała to pierwsze. Wspólnie ze swoim partnerem dawała fałszywe oferty pracy, na zamówienie niemieckich sutenerów. To starannie opracowana pułapka i pierwsza weryfikacja dla naiwnych, bo ogłoszenie jest przepiękne. Popłatna praca dla kelnerek w niemieckich restauracjach, ale umiejętności, praktycznie język nie maja żadnego znaczenia. Tak jak stoisz, jedz ,mieszkanie, wyżywienie dostaniesz za darmo.
Chodzi tylko o młody wiek. Chętne sie znajdują, nie maja pojęcia, co je czeka.Za granica trafiają w łapy mafii sutenerów. Bite, gwałcone, z zadaniem odpracowania wydatków alfonsów poniesionych za ich sprowadzenie, staja sie bezwolne. Prawie połowa notowanych w Berlinie kobiet uprawiających płatna miłość to cudzoziemki; z terenu dawnego ZSRR, ale także z Polski. Kiedy Bożena G. szuka kandydatek na hostessy, raport ONZ podaje, ze z samej Europy do seks biznesu rocznie sprzedawanych jest ponad 150 tysięcy młodych kobiet. Z Polski około 10 tysięcy. Berlin to ważna stacja; według raportu, specjalne mafie przerzuciły tedy przez ostatnie lata 800tys. dziewczyn. Ale to są liczby szacunkowe, prawdy nikt nie zna. Kiedy wokół chorzowskich werbowników robi sie już gorąco, para ucieka do Niemiec, ścigana listem gończym. Przez całe lata nawet Interpol nie może ich nigdzie znaleźć. Nadal nieuchwytny pozostaje mężczyzna. Bożena G. po latach ukrywania się ma dość i prosi Sad Okręgowy w Katowicach o wydanie jej listu żelaznego. Chce zeznawać w Polsce bez natychmiastowego aresztowania, ale i tak nie przyznaje sie do winy. To było bardzo trudne śledztwo przyznaje prokurator Andrzej Sikora, szef Prokuratury Rejonowej w Chorzowie. Ciągnie sie od lat 90. Kobieta, która oskarżyliśmy o handel ludźmi, ukrywała się w Niemczech do czasu, gdy dostała list żelazny. Mogliśmy ja nareszcie przesłuchać. Według naszych ustaleń, zwabiała podstępem młode kobiety do domów publicznych. Grozi za taki czyn od 3 do 15 lat wiezienia. Ofiary werbowników zwykle bardzo nie chętnie zeznają przeciwko mafii. Kobiety są przekonane, ze sutenerzy zemszczą sie na nich albo na ich bliskich. I to sie naprawdę zdarza. Chorzowskiej prokuraturze udało sie jednak zdobyć zeznania siedmiu oszukanych dziewczyn z naszego regionu. Kiedy sto lat temu na Śląsku toczył się sławny proces w sprawie handlu kobietami, chodziło o wiejskie panny, które często nie umiały czytać ani pisać. Pochodziły zwykle z zaboru rosyjskiego, z przeludnionych wsi. Szukały pracy, żeby przeżyć i pomóc rodzinie, a wyszukiwano je w nadgranicznych Mysłowicach. Przez werbowników trafiały do niemieckich albo argentyńskich burdeli. Opowieści z tamtych czasów ściskają serce; to młodziutkie dziewczyny, które w ogóle nie znają życia, często po raz pierwszy zobaczyły miasto. Nabrać je to nie sztuka. Ale dlaczego te współczesne, obyte, po szkołach, są do nich podobne? Wierzą, ze bajki sie spełniają.– Tonie ich wina mówi Irena Dawid-Olczyk, prezes Fundacji LaStrada, zajmującej sie ofiarami handlu kobietami. Werbownicy są doskonale wyszkoleni i wiedza jak dotrzeć do upatrzonej ofiary. Czy ja jestem pewna, ze gdyby taki specjalista miał zamówienie na mnie, to nie dałabym się omotać? Nie wiem. To sa fachowcy, wiedza, w jaka strunę uderzyć. Wobec dziewcząt udają na przykład romantyczna miłość. Ich metody zmieniają sie zależnie od Marzen wybranej ofiary. Oczywiście werbownicy wola dziewczyny zagubione, niepewne siebie, pozbawione uwagi, z niezamożnych rodzin. Takie jak Sylwia. Jej historia jest prawdziwa. Sylwia jeszcze sie uczy, wiec nie szuka pracy. Ale bardzo chce spotkać prawdziwa miłość, żeby wyrwać sie z byle jakiego domu i poczuć sie pewniej. Ładna dziewczyna z lekka nadwaga ma pecha. W domu biednie, w szkole średnio; rówieśnicy niezbyt sie nią interesują. Koleżanki opowiadają o randkach, a ona tylko słucha. Az w końcu w klubie spotyka Damiana. Jest starszy, przystojny, bardzo opiekuńczy. Mówi, ze zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, ale ma jeszcze pewne zobowiązania. Dlatego tez nie przedstawia Sylwii swojej rodziny, ale juz wkrótce pobiorą sie i będą szczęśliwi. Dziewczyna wierzy w każde jego słowo. To pokutuje przekonanie polskich kobiet, ze pojawi sie książę na białym koniu i jak w filmie „Pretty Woman” odmieni ich Zycie i to Bedzie koniec wszystkich zmartwień komentuje Irena Dawid-Olczyk. Sylwia jest zachwycona. Jeszcze nikt nie poświęcał jej tyle uwagi i czułości. Damian wyznaje, ze sie oświadczy, ale najpierw musi spłacić kredyt, grzywnę i zaległe alimenty, a właśnie stracił prace. Wkrótce dostanie inna, jeszcze lepsza, ale nie od razu. Ma tez na oku tanie mieszkanie, gdzie wspólnie zamieszkają, trzeba jednak wpłacić szybko zaliczkę. Może wiec Sylwia dla ich wspólnego dobra zatrudni sie w znajomym klubie w Niemczech, gdzie zarobi jako hostessa na te zaliczkę? Nikt nie będzie wiedział, a mieszkanie będzie ich. Rozpoczną w nim nowe życie. I tak zaczyna sie życie Sylwii jako prostytutki. Nie ma pojęcia, ze Damian ją sprzedał i więcej go nie zobaczy. Wyrwać sie z kręgu alfonsów za granica jest bardzo trudno. Nie można sobie tak po prostu odejść. Jeśli nikt o te dziewczynę nie będzie walczył, to może być źle mówią w LaStradzie. Na szczęście czasy sie zmieniły. Sprzedane dziewczyny nie musza bać się odrzucenia. Po jedna z takich dziewcząt przyjechał ojciec i po prostu ja zabrał. Sutenerzy wola nie mieć kłopotu z krewnymi dziewczyn. Do seks biznesu można tez trafić krok po kroku. Zaczyna się od podejrzanych zajęć w rodzaju „gospos” w nocnych klubach, zabaw w kisielu i tańców erotycznych. Tak zdaniem prokuratury werbował Mirosław N., znany z serialu „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym”. Jego proces toczy się w Katowicach. Moja firma organizuje zapasy w błocie, kisielu i walki w oleju na ringu. Zatrudniam około 25 dziewcząt ze Śląska, Opolszczyzny, okolic Bielska i Częstochowy mówił Mirosław N. naszej redakcji. Występujemy w Polsce i w Niemczech. To piękna walka, ale zdarzają sie niesprawiedliwe głosy, ze ja zeruje na moich dziewczynach. To bzdura: one same wybrały taki sposób na życie. Wszyscy na tym zarabiamy. Prokurator ustalił, ze odpłatnie stręczył kobiety za granice, gdzie były zmuszane do prostytucji. Dostawał 300 euro za każda z nich wysłana do Włoch. Zaledwie kilka podejrzanych przelewów z Grecji, Szwajcarii, Malty i Japonii opiewa na łączna kwotę 120 tys. zł. Dlaczego sprzedanym dziewczynom tak trudno zgłaszać sie na policje? Przechodzą pranie mózgu tłumacza w LaStradzie. Mafiosi twierdza, ze opłacają policje. Zdarza sie, ze funkcjonariusze przyjaźnie z nimi gawędzą, gdzieś wspólnie wychodzą. Co dziewczyny maja sobie myśleć? Któraś z nich wyjaśniła to po swojemu. Bała sie skarżyć, bo kiedy policjanci przychodzili do klubu, to śmiali sie razem z mafiosami. Może z niej? Dlatego pewien znany policjant podkreśla, ze kiedy musi iść służbowo do lokalu, gdzie są prostytutki, zawsze jest przy nich. Nie odchodzi na bok z właścicielem. Wtedy ten nie może opowiadać, ze dał mu łapówkę, ze są kumplami. Wśród tych kobiet dziesięć może bycz własnej woli, a jedna nie. I ta jedna nie może bać sie szukać pomocy.