Kasieńka z Kamieńca

Kasieńka z KamieńcaOpowieści o duchu opiekuńczym zamku Kamieniec koło wsi Odrzykoń można by między bajki włożyć, gdyby nie ich przedziwna zgodność z faktami historycznymi. Zamek ów jest interesujący również z innej przyczyny: tutaj rozgrywały się zdarzenia, które uwiecznił Aleksander Fredro w „Zemście”.
W komedii tej nie ma jednak ani słowa o snującej się wśród starych, szacownych murów zjawie malutkiej kobiety w sukni przypominającej barwą okoliczne lasy. A przecież Fredro, którego ród przez czas jakiś władał Kamieńcem, coś niecoś musiał o tym widmie słyszeć. Nocą, późnym wieczorem, a czasem nawet za dnia, mały duch w kobiecych szatach przemierza dawny dziedziniec, obchodzi ruiny, wędruje po okolicy. Miejscowi zwą go Kasią. Czy jest to postać wydumana, czy też kiedyś naprawdę istniała? Na to pytanie odpowiadają liczne zapiski i wspomnienia pamiętnikarzy. W XVI stuleciu w odrzykońskim zamku rzeczywiście przebywała młoda szlachcianka o tym imieniu. Los nie poskąpił jej ani urody, ani rozumu.

Niestety  dziewczę było karliczką. Ale właśnie z powodu mizernego wzrostu Kasią zajęła się żona wojewody kamienieckiego, Barbara. W owych czasach panowała bowiem na wielkopańskich dworach moda na posiadanie karłów. Wyszukiwano je, gdzie tylko było można, handlowano nimi nawet jak rasowymi końmi. Katarzynka z racji swej urody i bystrości umysłu stała się obiektem zazdrości samej królowej Bony. Skłoniła ona Barbarę Kamieniecką do podarowania karliczki dworowi królewskiemu. Daremne były łzy dziewczyny, przywiązanej do rodzinnych stron. Trafiła do Krakowa, gdzie wydano ją za mąż za równie małego Kornełkę. A że monarchowie europejscy mieli zwyczaj obdarowywania się prezentami, pewnego dnia Bona przesłała Kasię i jej męża królowi Hiszpanii, Karolowi V. Dla szlachcianeczki spod Krosna był to kraj równie odległy, jak księżyc. I chociaż  jak pisał ówczesny anonimowy podróżnik  jego mieszkańcy byli „pełni uczynności, szczerości, stateczności tak w życiu, jak i w słowie”, Kasię ciągle dręczyła nostalgia. Nie potrafiła przywyknąć do obcych. W parę lat po wyjeździe z Polski zmarła, pogrążona w melancholii. Tylko w ten sposób mogła wrócić do ukochanego Odrzykonia… I odtąd zaczęła  już pod postacią zjawy  znów przechadzać się po komnatach Kamieńca i pięknych okolicznych lasach. Krąży tam zresztą do dziś, o czym każdy może się przekonać.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *