Kiedy uczony testuje magnetyzm leczniczy
Eksperymenty przeprowadzone przez doktora Grada są interesujące, naukowiec wolał bowiem pracować ze zwierzętami niż ze zbyt podatnymi na autosugestię i często pełnymi wiary ludźmi. Przyznajemy, że jego myszy nie mogły być podatne na autosugestię ani też nie mogły rozszyfrować celu doświadczenia. Uzyskanych w ten sposób wyników nie można podważyć pod pozorem subiektywizmu.
Chcąc wykonać doświadczenia dotyczące magnetyzmu leczniczego na swoich myszkach, doktor Grad zaprosił do współpracy uczonego pochodzenia węgierskiego, Oskara Estebany. Był on pułkownikiem armii węgierskiej, ale w roku 1957 z powodów politycznych opuścił ojczyznę, przenosząc się do Kanady. Właśnie tam poznał doktora Grada, który zatrudnił go jako królika doświadczalnego. Testy przeprowadzono, stosując się ściśle do wymogów nauki. Podporządkowano je procedurze zwanej „double blind test”, czyli testem podwójnej ślepoty. Jej celem jest uniknięcie wszelkich wpływów sugestii lub autosugestii (uczeni nazywają je efektem placebo) zarówno po stronie pacjentów (którzy w skrytości ducha oczekują na poprawę samopoczucia), jak i po stronie badaczy (którzy pracują w nadziei na uzyskanie określonych wyników).
Dlatego metodę tę nazywa się „podwójną ślepotą” – pacjent i badacz nie wiedzą, która grupa poddana została swoistej terapii, a która służy wyłącznie jako tło porównawcze.
Na czym polegał eksperyment doktora Grada, przeprowadzony w roku 1965 i dotąd ceniony?
Celem eksperymentu oyio puiO0200H gojenia ran zadanych czterdziestu ośmiu białym myszkom, z których grzbietów pobrano fragmenty skóry. Następnie tych czterdzieści osiem myszek wpuszczono do trzech klatek, do każdej po szesnaście. Pierwsza grupa została uznana za porównawczą – gojenie ran miało dokonać się w sposób naturalny, bez pomocy z zewnątrz. Drugą grupę poddano terapii poprzez nakładanie dłoni magnetyzera, aby przekonać się, czy istnieje wpływ „magnetyzmu” na gojenie ran (ma- gnetyzer trzymał dłonie nad klatką dwa razy dziennie, po piętnaście minut za każdym razem, nie dotykając myszy).
I wreszcie trzecia grupa została poddana oddziaływaniu źródła ciepła, wydzielającego tyle samo kalorii, co ludzka dłoń.
Wyniki okazały się spektakularne. W czternastym dniu trwania eksperymentu stwierdzono, że gojenie ran postępowało różnie w każdej z grup – w grupie kontrolnej rany zagoiły się u czterech myszy, w grupie „magnetyzowanej” przez uzdrowiciela – u jedenastu, a u sześciu w grupie poddanej oddziaływaniu ciepła.
Wyniki eksperymentu doktora Grada (w 14. dniu)
Według doktora Grada takie wyniki dowodzą, że istnieje energia (jak powiedzieliby inni – „fluid”), która przekazywana jest przez magnetyzera (nadawca) choremu (odbiorca), bez względu na to, czy pacjentem jest człowiek, czy też zwierzę albo roślina. Trzeba dodać, że doktor Grad powtórzył doświadczenie na większej grupie białych myszy (300), pracując w uniwersytecie w Manitoba. Przyjął te same kryteria badawcze i uzyskał takie same wyniki jak w Montrealu.
Do jakich konkluzji doszedł na podstawie wszystkich tych eksperymentów doktor Grad? Stwierdził: 1) magnetyzm leczniczy istnieje, ponieważ rany pod jego wpływem goją się szybciej; 2) swoisty rodzaj energii, który nie jest wyłącznie ciepłem, oddziałuje na odbudowę komórek organizmów żywych; 3) uzyskiwane przez magnetyzera efekty uzależnione są od jego psychicznej i fizycznej kondycji podczas zabiegów.
Gdyby żył jeszcze Charles de Saint-Savin (współzałożyciel pierwszego francuskiego stowarzyszenia uzdrowicieli, które powołał w roku 1950 wraz z doktor Claoué du Gnoma), ponad wszelką wątpliwość wykorzystałby w pełni wyniki badań doktora Grada, który w roku 1960 w książce Le Magnétisme et votre santé (Librairie Courrier du Livre) atakował lekarzy, którzy ostro i uporczywie krytykowali uzdrowicieli, zarzucając im stosowanie metod czysto empirycznych.
„I cóż z tego? Czy cała medycyna nie jest po prostu sko- dyfikowaną empirią? Czyż penicyliny nie odkryto przez czysty przypadek?
Na kulturze bakteryjnej pojawiła się pleśń; lecz był tam człowiek o ogromnej wiedzy, a przede wszystkim doskonały obserwator (Sir Aleksander Fleming). W jaki sposób odkryto by heparynę, gdyby nie wykonano sekcji owiec, które padły po zjedzeniu zawilgoconej lucerny?
Nie wolno lekceważyć metod empirycznych. Nawet najwspanialsze dyplomy nie rozbudzają badawczej dociekliwości posiadacza ani jego daru obserwacji czy intuicji. Pozwolę sobie posunąć się jeszcze dalej. Trudno wykluczyć, że nadmiar wiedzy czasami szkodzi. Ten, komu się wydaje, że wie wszystko, często wie bardzo mało. Czyż doktor Leriche nie powtarzał: «Gdy przekroczysz trzydziestkę, niczego już nie odkryjesz».
Dobrze jest odkrywać co dnia coś nowego. Najtrudniej jednak przyznać się do tego, że tyle jeszcze mamy do odkrycia. Bez dobrze wyposażonego zaplecza laboratoryjnego, bez wsparcia dobrego szefa młody naukowiec, który odkrył nowy lek, natrafi na mur obojętności, a nazbyt często wręcz na wrogość. Nie warto chyba przytaczać przykładów (takiej sytuacji), bo są one powszechnie znane.
Powtarzam: jeśli nauka pewnych zjawisk nie określiła jednoznacznie, musi znaleźć się miejsce dla empiryzmu i jego zwolenników. Medycynie daleko jeszcze do pełni biologicznego determinizmu. A zatem musi przyznać miejsce empirykom. Ci empirycy nazbyt często są tak zwanymi uzdrowicielami czy znachorami. Nie należy jednak sądzić, że wszyscy uzdrowiciele są ignorantami lub oszustami. Są wśród nich także ludzie, którzy pracują, szukają nowych dróg, myślą, a czasami dokonują odkryć.
Znanej mi domenie magnetyzmu poświęciło się wielu pasjonatów, którzy nie ograniczają się do leczenia chorych lub frymarczenia dyplomami. Są tacy, którzy próbują zrozumieć, tworzą nowe teorie i proponują wyjaśnienia. Nie wszystkie teorie są wartościowe – to oczywiste – dzięki jednak staraniom jednego, u wielu, a może u wszystkich ma szanse pewnego dnia zrodzić się światło głębokiej wiedzy. Nie należy zatem zniechęcać tej grupy, zresztą wydaje się to trudne. Przeciwnie, naukowcy powinni obserwować ich wysiłki i poszukiwania, nie pytając o świadectwa i dyplomy. Czy to naprawdę takie trudne?”