Jakie stanowisko wobec magnetyzmu leczniczego zajmuje medycyna tradycyjna?
Tego, kto szuka odpowiedzi na to niezwykle ważkie pytanie, niemal natychmiast czeka zaskoczenie, trudno bowiem natrafić na oficjalne opinie lekarzy. Przyczyną tego stanu rzeczy jest nieznajomość problemu, obojętność, a może strach przed poruszaniem tematu uznanego za tabu przez związek, do którego należą, a który w ich imieniu ściga wszystkich nielekarzy usiłujących wykonywać pracę uzdrowiciela, wszystkich współczesnych apostołów kultu boga Magnetyzmu i bogini Radiestezji.
Nie bez zdziwienia stwierdzamy jednak, że od czasów Franza Antona Mesmera (który – przypomnijmy – sam był lekarzem), to znaczy od dwustu lat, oficjalna medycyna otacza magnetyzm pełnym zażenowania milczeniem.
Mimo to grupa odważnych lekarzy przemawia i zajmuje własne stanowisko wobec narastającego w społeczeństwie zainteresowania nowymi medycynami.
Na szczególną uwagę zasługuje głos doktora Christiana Coërsa, profesora Wydziału Medycyny Otwartego Uniwersytetu w Brukseli i specjalisty w zakresie neurologicznych chorób mięśni. W pasjonującej książce Médecins ou Magiciens (Lekarze czy czarodzieje) Coërs ostro potępia uzdrowicieli, którzy nadużywają zaufania chorych, twierdząc, że posiadają nadzwyczajny dar, boską moc:
Godna podziwu wola lekarzy medycyny naturalnej, by pobudzać aktywność jednostek oraz ich niezależność, nie powinna przysłaniać nam elementów obskurantyzmu i przesądów ani skłaniać do lekceważenia ryzyka szalbierstwa, jakie się w nich kryje… W rzeczywistości istnieją medycyny naturalne, jak istnieje terapia termalna. A ta oddziałuje nie tyle poprzez wodę, którą podaje się kuracjuszom, ile poprzez ceremoniał, którym się otaczają, oraz styl życia, dietę i narzucane ćwiczenia.
Oczywiście, czytelnik może oponować, twierdząc, że nie wszyscy radiesteci i magnetyzerzy wymagają takich poświęceń. Przyznaję, że niektórzy ludzie posiadają moc niesienia ulgi, a może nawet uzdrawiania, czy to poprzez swą magnetyczną siłę, czy mocą sugestii lub w jeszcze inny sposób. Ale – przepraszam, że nieustannie się powtarzam – bez względu na predyspozycje, dobrym muzykiem można zostać wyłącznie po długich latach mozolnych ćwiczeń. Podobnie rzecz się ma z każdym trudnym zawodem, a do takich niewątpliwie zaliczyć należy sztukę uzdrawiania. Nawet ten, kto zdolny jest to czynić poprzez nakładanie rąk, musi umieć postawić diagnozę, stosując sprawdzone metody, a w przypadku budzącym wątpliwości zastosować kurację pewniejszą niż fluid…
Siła ewokacji drzemiąca w niektórych słowach jest tak potężna, że ich podstawowe znaczenie miesza się z symbolicznym. Pierwotnie magnetyzm oznaczał właściwości magnesu. Potem odnoszono to słowo do osób posiadających szczególny fluid, wreszcie do osób potrafiących hipnotyzować. A przecież jedynym, co łączy pole magnetyczne magnesu i siłę magnetyzmu, jest fakt, że natura obu zjawisk pozostaje tajemnicza. Oczywiście jednak ta analogia nie wystarczy, aby to drugie uznać za siłę, którą pewnego dnia zdołamy zmierzyć, jak mierzy się pole magnetyczne magnesu.
Niedawno przemówił także inny lekarz, profesor Henri- Pierre Klotz, były dyrektor kliniki endokrynologii w szpitalu Bichat, następnie w szpitalu Beaujon. W książce zatytułowanej Du bon usage de la medicine (O dobrym stosowaniu medycyny) profesor Klotz twierdzi kategorycznie:
Cóż można powiedzieć o terapiach magnetycznych, radiestezji, bioenergoterapii, medytacjach transcendentalnych? Że wszystkie te techniki kryją pod zapożyczonymi i nieco tajemniczymi nazwami brak podstaw naukowych…
Wśród uprawiających medycyną naturalną są osoby o solidnej wiedzy na temat naturalnych metod leczenia i ich ograniczeniach, znające także inną medycyną. Natomiast większość to po prostu uzdrowiciele. Należy poświęcić kilka słów tym ostatnim.
Jest rzeczą oczywistą, że ludzie uzyskują dzięki nim poprawę stanu zdrowia, w przeciwnym razie nie byłoby ich tak wielu. Ale sukcesy, jakie osiągają poprzez nakładanie rąk lub rozmaite inne techniki, absolutnie nie dowodzą, że od tych rąk płynie jakiś fluid witalny lub energetyzujący. Jak pisałem przed kilku laty, w procesie uzdrawiania przez uzdrowiciela chory daje wszystko, uzdrowiciel – nic poza, być może, zaraźliwą wiarą, a z upływem lat także wprawę i zdolność przekonywania. Można właściwie powiedzieć, że robot-uzdrowiciel robiłby to równie dobrze, gdyby był tak doskonały, że chory nie dostrzegłby oszustwa.
I wreszcie w roku 1980, nakładem Éditions Ramsay, opublikowano książkę pod tytułem Le Magnétisme, która zasługuje na szczególną uwagę nie dlatego, że jako kolejne opracowanie mówi o magnetyzmie, lecz raczej ze względu na fakt, że została napisana przez Emila Wanono, sławnego paryskiego kinezyterapeutę. Zwany uzdrowicielem mistrzów, specjalista ten w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych leczył wszystkich najznakomitszych francuskich sportowców (Michel Platini oraz jego koledzy z reprezentacji Francji w piłce nożnej korzystali z jego pomocy). Emile Wanono pisze:
Zrozumiałem, że poza współczesną wiedzą medyczną i skutecznymi metodami leczenia stosowanymi przez lekarzy i chirurgów istnieje tajemnicza moc, którą każdy, bez względu na to, czy jest lekarzem, i w różnej mierze kryje w czubkach palców i którą może rozwijać.
Medycyna dawna i współczesna uporczywie odcinała się od magii i magnetyzmu. Czyż jednak nie jest ona w swej istocie wyrazem magii magnetycznej? Kiedy lekarstwa okazują się nieskuteczne lub niezdatne, tylko wykorzystany świadomie lub bezwiednie magnetyzm lekarza podtrzymuje i przywraca boską nadzieję choremu lub konającemu.
Gama uzdrowicieli jest szeroka. Ich metody i środki terapeutyczne to woda i ogień, zioła i metale, a także głodówki, lewatywy, modlitwy i gesty.
Różdżkarze, kapłani i laicy, poszukiwacze cennych źródeł wody, postanowili zaufać radiestezji, choć ta zbyt śmiało przypisywała sobie trafność diagnozy i zdolność leczenia chorób. Natomiast głodówki i lewatywa zyskały uznanie w świecie medycyny.
Nasze herbatki ziołowe pojawiły się przed fitoterapeutami, zioła bez ich poparcia zajmowały ważne miejsce w przemyśle farmaceutycznym, ponieważ same od stuleci dowodziły swej skuteczności.
„ Christian Science ” dostrzega w naszych modlitwach działanie terapeutyczne, dające o sobie znać tylko w przypadku wiernych pragnących cieszyć się na tym świecie wszelkimi dobrodziejstwami obiecanymi przez Niebiosa.
A co z magnetyzmem? Owładnięty nostalgią, z zazdrością spogląda na swą bliźniaczą siostrę i groźną rywalkę, prana- toterapię, rodem z Indii, którą wspiera żądna nowinek prasa.
Proste ruchy rąk, wykonywane dwa, trzy centymetry nad określonymi punktami ciała, czasem obolałymi, mogą przynieść uspokojenie, poprawę nastroju, a nawet sztuczny lub hipnotyczny sen. Czy trzeba szczególnych zdolności, aby uzyskiwać takie efekty?
Proszę zadać sobie pytanie: „ Czy jestem przekonany, że moja ręka może być uspokajająca? A spojrzenie karcące lub przenikliwe? Głos uwodzicielski lub obojętny? Kto odpowiena nie: „Tak”, być może obdarzony jest fluidem magnetycznym lub podatny na jego działanie.
Musimy przyznać, że „dopuszczające” głosy specjalistów – doktora Coersa, profesora Klotza czy kinezyterapeuty Emile’a Wanono, rozlegają się nader rzadko, ale przynajmniej przerywają milczenie. Jednak nie dostarczają żadnych naukowych dowodów na istnienie lub na nieistnienie magnetyzmu.
Jeszcze przed kilku laty zwolennicy i przeciwnicy magnetyzmu nie spierali się, sięgając po argumenty naukowe, kierując się raczej wiarą lub jej brakiem – był obóz „wierzących w magnetyzm” i obóz „niewierzących w magnetyzm”.
W rzeczywistości spór nie został dotąd rozstrzygnięty, nikt bowiem nie podjął jeszcze poważniejszych eksperymentów, których wyniki zostałyby potwierdzone doświadczalnie i kontrolowane w laboratoriach.
Dokonało się to dzięki pracom doktora Bernarda Grada, naukowca biologa z Allan Memoriał Institute w Montrealu.