Blog

Raz, dwa, trzy, do Komisji nie pójdziesz ty!

Pierwszym ważnym zadaniem wybranych w maju europosłów jest zatwierdzenie nowej Komisji Europejskiej. Według trakta­tów parlament nie może zablokować poje­dynczej kandydatury, ale przepisy dają mu możliwość odrzucenia składu całej Komisji. W praktyce, jeśli nie zaakceptuje jakiegoś kandydata, szef Komisji zwraca się do pań­stwa, które go wystawiło, o wskazanie in­nej osoby – by uniknąć odrzucenia całego składu. W 2004 r. Strasburg zablokował nominację Włocha Rocco Buttiglione oraz Łotyszki Ingridy Udre. Pięć lat później upa­dła kandydatura Bułgarki Rumjany Żelewej.

 

Kontrowersyjnych kandydatów na komi­sarzy w zespole Jeana-Claude’a Junckera było aż nadto. Z różnych powodów – ide­ologii, konfliktów interesów, braku kompe­tencji – kwestionowano co najmniej sześć nominacji w nowej Komisji. Ale przesłucha­nia kandydatów zaczęły się spokojnie. Cha­decy i socjaldemokraci, którzy są skazani na współpracę w Parlamencie Europejskim, zawarli pakt o nieagresji. Nominaci stolic na komisarzy bez większych problemów uzyskiwali akceptację Strasburga.

Ciekawiej zrobiło się trzeciego dnia prze­słuchań. Kłopoty Tibora Navracsicsa były do przewidzenia – Węgier tworzył ideolo­giczne zaplecze Fideszu. Ale polityczną równowagą zachwiało dopiero odłożenie decyzji w sprawie nominacji chadeka Miguela Ariasa Cańety z Hiszpanii. Socjal­demokraci wytknęli mu seksistowskie uwagi i powiązania z firmami naftowymi.

W odpowiedzi chadecy wstrzymali akcep­tację Francuza Pierre’a Moscoviciego, który ma nadzorować budżety państw człon­kowskich, a jako minister finansów Francji doprowadził do zwiększenia zadłużenia. Wielka koalicja zawisła na włosku.

Nic jednak nie cementuje porozumienia tak jak wspólny wróg. Apetyt euro­posłów na głowę komisarza zaspokoiła w końcu Alenka Bratuśek – liberałka. Słowenka do Komisji nominowała samą siebie. Ale przepadła, bo nie należy do żadnej z dwóch największych grup politycznych – chadeków i socjaldemokratów. Kan­dydaci na komisarzy z tych ugrupowań uzyskali poparcie europosłów, choć nie­którzy na przesłuchaniach wypadli równie słabo co Bratuśek. Zaspokojeni utrąceniem kandydatury Bratuśek, europosłowie szybko zatwierdzili Cańetę i Moscoviciego, co do których mieli wcześniej wątpliwości.
Przesłuchania kandydatów na komisarzy, pomijając polityczne rozgrywki, niestety potwierdziły, że nowa Komisja jest nie­równa. Rozczarował na przykład Gunther Oettinger. Niemiec ma być odpowiedzialny za cyfryzację Europy, a w swoim wystąpie­niu przedstawił wizję rozwoju rynku IT godną poprzedniej dekady. Na tym tle nieźle wypadła Elżbieta Bieńkowska – podczas przesłuchania zabrakło jej politycznego instynktu i zwykłej eurorutyny, ale w przeci­wieństwie do wielu kandydatów wykazała się znajomością obszaru, którym ma się zajmować. Nie wypadła tak dobrze jak Ho­lender Frans Timmermans, który zachwycił znajomością pięciu języków, ale jej kandy­datura nie wzbudziła żadnych kontrowersji.

Zmiany w składzie nowej Komisji mogą opóźnić przejęcie władzy w Unii przez zespół Junckera. Ale nie będą miały zna­czącego wpływu na kształt unijnej polityki. Strasburg skupiając się na politycznych roz­grywkach, zaprzepaścił szansę odzyskania politycznych wpływów, jakie w ostatnich latach utracił na rzecz stolic.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *