Gorące limuzyny
Dowódca generalny Lech Majewski zaledwie kilka dni cieszył się nowym służbowym autem. Było czym się cieszyć, bo przesiadł się z opla insigni do luksusowej wersji audi A6. Za tę limuzynę trzeba było zapłacić 230 tys. zł. Drugi taki sam samochód miał trafić do dowódcy operacyjnego. Samochody dla najwyższych dowódców kupował Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, a żeby przetarg za bardzo nie rzucał się w oczy, realizował go za pośrednictwem 12 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Toruniu. Sprawa wyszła na jaw, kiedy dowódca generalny zaczął pojawiać się w swojej luksusowej limuzynie. Zakup samochodów za prawie pół miliona złotych postawił w bardzo trudnej sytuacji jeżdżącego wysłużonym mercedesem Tomasza Siemoniaka, wicepremiera i ministra obrony narodowej, który walczy właśnie o dodatkowe pieniądze na zakupy dla wojska. – Próbujemy przekonać społeczeństwo, że dodatkowe 800 mIn zł dla wojska to świetny pomysł, a oni kupują limuzyny. Trzeba naprawdę mieć słaby kontakt z rzeczywistością, żeby zrobić coś takiego – mówi jedna z osób zbliżonych do MON. Suchej nitki na zakupach nie zostawia również poseł Stanisław Wziątek, wiceszef sejmowej Komisji Obrony Narodowej: – Szkoda, że z zakupami uzbrojenia dla armii nie idzie tak gładko, jak poszło z przetargiem na te limuzyny.
Sprawę luksusowych samochodów próbowano wyciszyć, wywożąc je za granicę. Ale szybko zrobiło się o nich głośno w wojsku, w którym standardem są ople i skody. – Obydwa samochody zostaną przekazane polskim przedstawicielom przy zagranicznych placówkach NATO. Z pewnością będą im dobrze służyły i podnosiły ich prestiż. Generał Janusz Bojarski komendant NATO Defence College w Rzymie korzystał dotychczas z wysłużonego passata – mówi Jacek Sońta, rzecznik MON. Sprawa limuzyn pokazuje, że wojskowi nie tylko lekko podchodzą do pieniędzy podatnika, ale też nie uczą się na własnych błędach. W marcu 2011 r. wydarzył się podobny skandal, kiedy Inspektorat Wsparcia kupił 20 terenowych land roverów discovery po 250 tys. zł za sztukę. Po ujawnieniu tamtej afery samochody przez kilka miesięcy stały nieużywane, bo nikt nie chciał mieć w tabloidzie zdjęcia w jednym z nich.