Gorące limuzyny

Dołącz do nas na :
Twitter
Visit Us
Follow Me
LinkedIn
Share

Dowódca generalny Lech Majewski zaledwie kilka dni cieszył się nowym służbowym autem. Było czym się cieszyć, bo przesiadł się z opla insigni do luksusowej wersji audi A6. Za tę limuzynę trzeba było zapłacić 230 tys. zł. Drugi taki sam samochód miał trafić do dowódcy operacyjnego. Samo­chody dla najwyższych dowódców kupował Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, a żeby przetarg za bardzo nie rzucał się w oczy, realizował go za pośrednictwem 12 Wojsko­wego Oddziału Gospodarczego w Toruniu. Sprawa wyszła na jaw, kiedy dowódca generalny zaczął pojawiać się w swojej luksusowej limuzynie. Zakup samochodów za prawie pół miliona złotych postawił w bardzo trudnej sytuacji jeżdżącego wysłu­żonym mercedesem Tomasza Siemoniaka, wicepremiera i ministra obrony narodowej, który walczy właśnie o dodatkowe pieniądze na zakupy dla wojska. – Próbujemy przekonać społeczeństwo, że dodatkowe 800 mIn zł dla wojska to świetny pomysł, a oni kupują limuzy­ny. Trzeba naprawdę mieć słaby kontakt z rze­czywistością, żeby zrobić coś takiego – mówi jedna z osób zbliżonych do MON. Suchej nitki na zakupach nie zostawia również poseł Stanisław Wziątek, wiceszef sejmowej Komi­sji Obrony Narodowej: – Szkoda, że z zakupa­mi uzbrojenia dla armii nie idzie tak gładko, jak poszło z przetargiem na te limuzyny.

 

Sprawę luksusowych samochodów próbo­wano wyciszyć, wywożąc je za granicę. Ale szybko zrobiło się o nich głośno w wojsku, w którym standardem są ople i skody. – Oby­dwa samochody zostaną przekazane polskim przedstawicielom przy zagranicznych pla­cówkach NATO. Z pewnością będą im dobrze służyły i podnosiły ich prestiż. Generał Janusz Bojarski komendant NATO Defence College w Rzymie korzystał dotychczas z wysłużonego passata – mówi Jacek Sońta, rzecznik MON. Sprawa limuzyn pokazuje, że wojskowi nie tylko lekko podchodzą do pieniędzy podatnika, ale też nie uczą się na własnych błędach. W marcu 2011 r. wydarzył się po­dobny skandal, kiedy Inspektorat Wsparcia kupił 20 terenowych land roverów discovery po 250 tys. zł za sztukę. Po ujawnieniu tam­tej afery samochody przez kilka miesięcy stały nieużywane, bo nikt nie chciał mieć w tabloidzie zdjęcia w jednym z nich.

Dołącz do nas na :
Twitter
Visit Us
Follow Me
LinkedIn
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *