Sobota szczęśliwa dla Polski
Drużyny łyżwiarek i łyżwiarzy szybkich do sześciu powiększyły polski dorobek medalowy na igrzyskach olimpijskich w Soczi. Kobiety wywalczyły srebrny medal, a panowie – brązowy. Biegu narciarskiego na 30 km nie ukończyła Justyna Kowalczyk.
Po raz drugi w tegorocznych igrzyskach sobota była szczęśliwa dla reprezentantów Polski. 15 lutego złote medale wywalczyli skoczek narciarski Kamil Stoch i panczenista Zbigniew Bródka, a tym razem na podium stanęły łyżwiarskie drużyny. Prowadzone przez trenera Krzysztofa Niedźwiedzkiego panie już w piątek zapewniły sobie miejsce w czołowej czwórce. W półfinale czekał je pojedynek z ekipą rosyjską. Katarzyna Bachelda-Curuś, Luiza Złotkowska i Natalia Czerwonka były lepsze o 1,49 s i zapewniły sobie co najmniej srebrny medal, czyli już poprawiły osiągnięcie z Vancouver, gdzie były trzecie. Przed finałem w składzie biało-czerwonych nastąpiła zmiana – Katarzyna Woźniak zastąpiła Czerwonkę, dzięki czemu wszystkie cztery zawodniczki zapewniły sobie medale i premie.
Pojedynek z Holenderkami był jednostronny. Polski tercet był wolniejszy o 7,5 s, a ekipa „Pomarańczowych” czasem 2.58,05 ustanowiła rekord olimpijski. W finale mogłyśmy umożliwić występ Kaśce Woźniak. Miałyśmy komfort rozegrania biegu na totalnym luzie, aby go tylko przejechać. Holenderki są nie tylko poza naszym zasięgiem, ale i całego świata. Dlatego chodziło o to, aby nie było jakiegoś kretyńskiego błędu i w konsekwencji dyskwalifikacji – przyznała Bachleda-Curuś. Zanim polskie panczenistki stanęły na podium, z sukcesu cieszyli się ich koledzy. Od podium Zbigniewa Bródkę, Konrada Niedźwiedzkiego i Jana Szymańskiego dzieliło tylko i aż… osiem okrążeń toru, czyli bezpośredni bój o brązowy medal z Kanadyjczykami. Po trzech czwartych dystansu Polacy tracili jeszcze ponad sekundę, ale finisz podopiecznych trenera Wiesława Kmiecika był piorunujący. Na przedostatnim okrążeniu zdołali objąć prowadzenie, a na ostatnim powiększyli przewagę do 2,33 s i mogli wyrzucić w górę ręce w geście triumfu.
Ogromnie cieszę się z drugiego medalu. Podczas wyścigu z Kanadą byłem tak skupiony, że nie wiedziałem, ile tracimy do przeciwników. Chodziło o to, by jechać równo i mocno. Nawet przez moment nie zwątpiłem, że możemy wygrać – przyznał Zbigniew Bródka, który wcześniej był najszybszy na 1500 m i jest drugim, obok Stocha, polskim podwójnym medalistą tegorocznych igrzysk. Panczeniści wywalczyli piąty i szósty polski medal olimpiady w Soczi. To oznacza wyrównanie dorobku z najlepszych w historii igrzysk w Vancouver cztery lata temu. Jednak tym razem biało-czerwoni wrócą do kraju z aż czterema złotymi. Oprócz Stocha i Bródki, na najwyższym stopniu podium stanęła Justyna Kowalczyk w biegu na 10 km techniką klasyczną. Wtedy – jak sama podkreśliła – „rozliczyła się z igrzyskami”, bo do Soczi przyjechała głównie z myślą o swojej koronnej konkurencji i na trzeciej olimpiadzie z rzędu sięgnęła po medal. Zawodniczka z Kasiny Wielkiej w sobotę startowała na 30 km „łyżwą”. Do 10. kilometra zajmowała szóste miejsce, ale widać było, że bardzo trudno będzie jej nawiązać walkę z Norweżkami, które od startu narzuciły ogromne tempo.
Strata Polki do najlepszych szybko rosła, a jeszcze przed półmetkiem kamery telewizyjne pokazały ją idącą wzdłuż trasy, z nartami trzymanymi w rękach. Jak wyjaśniła, powodem przerwania rywalizacji była kolizja z jedną z rywalek na początku biegu, co spowodowało większy kontuzjowanej lewej stopy, w której piąta kość, jak się okazało już w Soczi, jest złamana. Podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego już udzielała wywiadów, kiedy trzy Norweżki walczyły o medale. Wygrała faworytka – Marit Bjoergen, przed Therese Johaug i Kristiną Stoermer Steirą. Bjoergen zdobyła 10 medali olimpijskich, w tym sześć złotych. Bardziej utytułowanymi sportowcami rywalizującymi na zimowych igrzyskach są tylko dwaj jej rodacy – biathlonista Ole Einar Bjoerndalen (8-4-1) i biegacz narciarski Bjoern Daehlie (8-4-0). W Soczi Norweżka na najwyższym stopniu podium stała trzykrotnie. Tej samej sztuki dokonali białoruska biathlonistka Daria Domraczewa i startujący w short tracku Rosjanin koreańskiego pochodzenia Wiktor An. Ostatnią konkurencję alpejską – slalom mężczyzn – wygrał Mario Matt. Austriak, który 9 kwietnia skończy 35 lat, przejdzie do historii m.in. dlatego, że został najstarszym olimpijskim zwycięzcą w tej dyscyplinie. Do tej pory ten „rekord” należał do Norwega Kjetila Andre Aamodta, który w dniu wygrania supergiganta w Turynie w 2006 roku miał 34 lata i 170 dni. Drugi był jego rodak Marcel Hirscher, ubiegłoroczny mistrz globu, lider Pucharu Świata, najlepszy slalomista sezonu i główny faworyt. Michał Jasiczek zajął 24. miejsce, głównie dzięki temu, że wielu narciarzy wypadło z trasy. Wśród nich byli też Maciej Bydliński, który nie ukończył pierwszego przejazdu, oraz Mateusz Garniewicz, który nie dotarł do mety w finale. O drugie złoto dla Austrii postarała się w sobotę Julia Dujmovits, która triumfowała w snowboardowym slalomie równoległym. W kwalifikacjach tej konkurencji odpadły obie reprezentantki Polski – Karolina Sztokfisz zajęła 25. miejsce, a Aleksandra Król była 30. Wśród mężczyzn najlepszy okazało się urodzony w USA, a startujący obecnie w barwach Rosji Vic Wild. Zdobył tym samym w Soczi drugie złoto, po zwycięstwie w gigancie. Gospodarze mieli także powody do radości po sztafecie biathlonistów. Aleksiej Wołkow, Jewgienij Ustiugow, Dmitrij Małyszko i Anton Szipulin zapewnili im 11. złoty, a 29. w sumie medal tegorocznych igrzysk i prowadzenie w klasyfikacji krajów. Dzięki większej liczbie drugich miejsc (10-5) wyprzedzili Norwegię. A właśnie biathloniści tego kraju długo byli najbliżej sukcesu, a Ole Einar Bjoerndalen dziewiątego złotego krążka. Na ostatniej zmianie zawiódł jednak Emil Hegle Svendsen, który musiał pokonać rundę karną i ostatecznie metę osiągnął czwarty, także za Niemcem i Austriakiem. Biało-czerwoni, w składzie: Krzysztof Pływaczyk, Łukasz Szczurek, Łukasz Słonina, Rafał Lepel, zostali zdublowani i zajęli 19., ostatnie miejsce. Szczególnie zawiódł Szczurek, który dwukrotnie biegł karną rundę. Sobota przyniosła również informację o trzecim przypadku dopingu – niedozwoloną substancję wykryto w organizmie ukraińskiej biegaczki narciarskiej Maryny Łysohor. 30-letnia zawodniczka w Soczi nie osiągnęła sukcesów. W piątek wykluczono z olimpiady niemiecką biathlonistkę Evi Sachenbacher-Stehle oraz włoskiego bobsleistę Williama Frullaniego. Na niedzielę zaplanowano trzy finały. O medale powalczą biegacze narciarscy w maratonie na 50 km, hokeiści (w finale zagrają ekipy Kanady i Szwecji) oraz czwórki bobsleistów. Ci ostatni rywalizację już rozpoczęli i najbliżej kolejnego złota są Rosjanie, gdyż po dwóch ślizgach prowadzi załoga kierowana przez Aleksandra Zubkowa, który wcześniej triumfował w dwójkach. Osada biało-czerwonych – pilot Dawid Kupczyk oraz debiutujący w igrzyskach Daniel Zalewski, Michał Kasperowicz i Paweł Mróz – zajmuje 27. pozycję. Ostatniego dnia olimpijskiej rywalizacji będą jednymi startującymi Polakami.