Czy nasze ciało otacza aura?
Już w starożytności utrzymywano, że nasze ciało fizyczne otacza niewidzialna aura.
Aura ta jest emanacją tak subtelną (co poświadcza łacińska etymologia słowa „aura”, oznacza bowiem „tchnienie powietrza”), że przez wieki zdołała zachować swą tajemniczość. I choć pojawiały się inne określenia tego zjawiska – ciało eteryczne, świetlista aureola (jaką widujemy na obrazach wokół głów świętych i Jezusa Chrystusa) – wyjaśnienia wciąż są nader skąpe. Podobnie mało zebrano dowodów. (Interesującą pracę na ten temat opublikowała dr Janinę Fon- taine: La Medicine des 3 corps).
Było tak aż do roku 1939, kiedy to rosyjski elektryk z Kras- nodaru, Siemion Kirlian, używając urządzeń o wysokiej częstotliwości, odkrył przypadkowo, że wokół organizmów żywych pojawia się świetlisty „nalot”. Wraz ze swą żoną Walentyną, Kirlian wykonał tysiące zdjęć tego, co po II wojnie światowej nazywano efektem Kirliana.
O co dokładnie chodzi? O ciała astralne, o których mówią dzieła okultystyczne? O duszę ludzką, jak twierdzą niektórzy? O widoczną tylko dla mediów i kilku wtajemniczonych poświatę? Wyniki prac Kirlianów Zachód poznał dopiero po 30 latach. Prawdopodobnie dlatego, że radziecka Akademia Nauk zadbała, by prace prowadzono w ścisłej tajemnicy, i nie ujawniała ich wyników.
Obecnie znacznie lepiej rozumiemy, czym jest „efekt Kirliana”. Zjawisko to można bez problemu utrwalić na kliszy fotograficznej, jeśli tylko użyje się wysokiej klasy aparatu elektronicznego, który emituje i fotografuje pole elektryczne
o napięciu do 50 000 V i częstotliwości do 10 000 herców. Przypomnijmy, że wysokie napięcie nie jest niebezpieczne, jeśli pole magnetyczne nie przekracza niskich wartości, a aparaty Kirliana tworzyły pole osiągające zaledwie 0,01 ampera; kiedy natomiast napięcie jest wysokie, przy np. 2 amperach, staje się ono zabójcze (jak krzesło elektryczne służące do wykonywania egzekucji). Emisja nie musi być długotrwała – wystarczy zaledwie kilka sekund; ważne jest, by pracować przy świetle zwanym nieaktynicznym, czyli nieoddziałującym chemicznie na kliszę filmową poddaną promieniowaniu aparatu.
Co ujrzymy na wykonanym już zdjęciu? Słabszą lub silniejszą poświatę, która może mieć słabszą lub silniejszą barwę i otacza ciało fizyczne widoczne na fotografii. Rosjanie nazwali to świetlne zjawisko ciałem energetycznym, a inaczej – ciałem bioplazmicznym, i zwrócili uwagę na trzy podstawowe fakty:
1) poświata jest barometrem zdrowia pacjenta (jeśli jest chory, intensywność poświaty maleje);
2) poświata jest związana z ciałem fizycznym (kiedyś sfotografowano ponoć osobę po amputacji nogi – na zdjęciu poświata otaczała kształt odjętej kończyny! Niestety, nie mamy dokumentu, który pozwoliłby zweryfikować powagę i prawdziwość tego doniesienia);
3) poświata jest doskonałym detektorem chorób; stwierdzono, że wszelkie jej zmiany (mniejsza intensywność, zmiana zabarwienia) świadczą o zaburzeniach fizycznych (albo psychicznych), które mogą wystąpić.
Trudno zlekceważyć możliwości, jakie daje ten aparat: bilans zdrowia, zapobieganie chorobom, fotograficzny „dowód osobisty” energii witalnej danej jednostki.
Część magnetyzerów zaopatrzyła się już w tego rodzaju aparaty i wykorzystuje je w diagnostyce. Taką diagnozę nazywają bilansem bioenergetycznym. Ma ona ujawnić dolegliwości organiczne i zaburzenia psychiczne za pomocą dwóch odrębnych zdjęć, przy czym konieczna jest zmiana ustawienia aparatu. Jedno z nich służy dokonaniu bilansu patologicznego, drugie – psychicznego.