Magnetyt w rękach magnetyzerów?
Yves Rocard nie wątpił, że profesjonalny magnetyzer ma w swych dłoniach magnetyt. Aby zilustrować tę hipotezę, profesor Rocard wykonywał taki oto test w prawej ręce trzymał nieruchomo ciężkie wahadełko. Doświadczalne wahadełko składało się z dość długiej, mniej więcej metrowej nici, na której końcu zawieszony był ciężarek na tyle duży, by nie przejawiał zbytniej wrażliwości przy mimowolnym drgnieniu ręki osoby trzymającej wahadełko. Następnie magnetyzer dotykał żelaznym przedmiotem (na przykład kluczami) lewego łuku brwiowego – wahadełko zaczynało obracać się w określonym kierunku – na przykład zgodnie z ruchem wskazówek zegara (ryc. 2). Dowodzi to, że łuki brwiowe są wrażliwe na stymulację magnetyczną. Oto jak wyjaśnia to zjawisko profesor Rocard: żelazny klucz staje się słabym magnesem w ziemskim polu magnetycznym sam wytwarza małe zaburzające pole magnetyczne. (Kiedy już kończyłem tę książkę, profesor Rocard poinformował mnie o swym najnowszym odkryciu: magnetyzując przez pięć minut łapy psa polem 100-gausowym, stwierdził, że w miejscu, gdzie zlokalizował magnetyt na psich kończynach, łapy były namagnesowane. Uzyskane pole to 5 do 20 gamma, a utrzymywało się wiele godzin, powoli zanikając. Według profesora Rocarda „jest to fizyczny dowód, iż wiara w istnienie magnetyzmu zwierzęcego Mesmera znajduje potwierdzenie w rzeczywistości”).
Profesor Rocard doszedł jednak do zaskakującego wniosku – gdyby zastąpić metal palcami ręki magnetyzera, wahadełko także zacznie się obracać, i to w tym samym kierunku, podczas gdy dotyk palców „normalnego” człowieka (nieposiadającego magnetyzmu) nie wprawia wahadełka w ruch. Dla Yves’a Rocarda jest to dowód, że magnetyzerzy mają w rękach, a dokładniej: w stawach palców magnetyt. Dotyk tych palców tworzy pole rzędu 1 miligausa.
Innymi słowy, do wykrycia i zmierzenia tego pola potrzebna jest bardzo precyzyjna i nowoczesna aparatura. Nasuwa się pytanie, dlaczego niektórzy uprzywilejowani ludzie zostali obdarzeni niezwykłym magnetyzmem. Według profesora Rocarda ta zdolność człowieka pochodzi z czasów prahistorycznych. Ale w jaki sposób człowiek ją posiadł? Żyjąc w bliskim kontakcie z naturą, ludzie byli prawdopodobnie magnetyzowani przez błyskawice podczas burz. I rzeczywiście, warto wiedzieć, że błyskawica to od 50 000 do 100 000 amperów, i że wystarczy jeden trafiający w ziemię piorun, aby stojący w odległości 50 metrów człowiek przyjął najwyższą możliwą dawkę magnetyzmu.
Ten zesłany z nieba „potencjał magnetyczny” mógł, rzecz jasna, być przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jednak ta zdolność zaczęła wyraźnie zanikać w epoce, która nastała po epoce kamienia, czyli w wieku żelaza, kiedy to człowiek zaczął na co dzień stykać się z przedmiotami z żelaza. Wtedy większość ludzi zatraciła silny magnetyzm. Odtąd już tylko jednostki wybrane, obdarzone silną dozą magnetyzmu, żywe „świadectwa” epoki „homomagneticusa”, który żył u zarania dziejów, zachowały tę właściwość. Dziś, jak ocenia profesor Rocard, zaledwie jeden z tysiąca, a może z dziesięciu tysięcy ludzi posiada silny potencjał magnetyczny. Wśród nich są prawdziwi magnetyzerzy. Można jednak zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Czy fakt, iż ktoś ma w rękach kryształki magnetytu, wystarczy, aby wyjaśnić, dlaczego magnetyzerzy mogą uzdrawiać chorych? Zastanowimy się nad tą kwestią w rozdziale zatytułowanym „Magnetyzm, który uzdrawia”. Na razie poprzestańmy na osobistym uzasadnieniu profesora Rocarda. Uważa on, że pacjent jest podmiotem, który reaguje na fizyczne cechy magnetyzera, a zatem poddaje się stymulacji, odbierając impulsy płynące z magnetytu znajdującego się w palcach magnetyzera. Impulsy te wywołują reakcje przynoszące ulgę i lepsze samopoczucie. Innymi słowy, magnetyzer uzyskuje dobre efekty na podatnym podmiocie.
Podczas gdy profesor Rocard uważa, że dłonie magnetyzera kryją w sobie magnetyt, inni badacze twierdzą, że wydzielają one energię, którą można mierzyć i fotografować.
Wszystko zaczęło się od małżeństwa radzieckich badaczy, Kirlianów, którzy w latach trzydziestych dokonali zlekceważonego wówczas odkrycia. Błąd ten został już naprawiony.