Magnesy, które leczą
Od kilku lat nowa terapia odnosi niesłychane sukcesy w Japonii, skąd dotarła do Stanów Zjednoczonych i do Europy. Jest to magnetoterapia. Pod tą dziwaczną nazwą kryje się sztuka wykorzystania magnesów do łagodzenia bólu. Niektórzy badacze używają nazwy magnesoterapia, ukutej od słowa „magnes” i wskazującej na przynależność do ogólnej teorii magnetyzmu, ponieważ magnesy samoistnie wytwarzają pola magnetyczne.
Magnesy naturalne to ferromagnetyczne minerały, wydobywane z wulkanicznych skał w ogromnych złożach syberyjskich, szwedzkich, grenlandzkich. Te wulkaniczne skały tworzyły się z lawy wulkanicznej i, stygnąc, wchłaniały ziemską energię magnetyczną. Tak powstał magnes. Ten minerał, o pewnej sile przyciągania (przyciąga opiłki żelaza), nazywa się „magnetytem”. Zawiera on tlenek żelaza (Fe304). Nazwa ta pochodzi od miasta Magnesia w Azji Mniejszej, gdzie za panowania Aleksandra Wielkiego odkryto tlenek żelaza mający właściwość przyciągania metali.
Starożytni Chińczycy znali ponoć moc naturalnych magnesów i przykładali je już do meridianów akupunktury, co usuwało lub łagodziło różne dolegliwości bólowe. Historia nie zapomniała także, iż Kleopatra spała z magnesem na czole, aby zawsze być piękną i zdrową!
Pierwszymi badaczami, którzy wykorzystali magnesy do leczenia, byli Lenoble w roku 1754 oraz Heli – ojciec, w roku 1774 i rzecz jasna Franz Anton Mesmer, który wprowadził zamieszanie w nazewnictwie, ukuwając terminy takie jak magnetyzm mineralny i magnetyzm zwierzęcy.
Kolejny wiek przyniósł odkrycia Burąa, który stwierdził, że nałożenie metalowych płytek na określone części ciała człowieka przynosi mniej lub bardziej wyraźną ulgę. Był rok 1849, kiedy Burą wynalazł metaloterapię. Stosował tę metodę w leczeniu spazmów histerycznych i kurczy mięśniowych u choleryków. Doświadczalnie stwierdził, że nie wszyscy pacjenci podatni są na działanie tego samego metalu. Burą przypisywał wpływ metalu nieznanej sile i przypuszczał, że jest ona analogiczna do magnetyzmu oraz elektryczności. Okazało się, że miał rację. Uczony, niejaki Regnard, stwierdził, że przyłożenie metalowych płytek do ciała ludzkiego powoduje przepływ prądu, którego natężenie można zmierzyć za pomocą galwanometru. Ustalił też, że prąd z baterii elektrycznej o takim samym natężeniu, jak uzyskane dzięki metalowej płytce wywołuje u pacjenta te same skutki.
Od prądu baterii elektrycznej do magnesów pozostawał już tylko krok. Pokonali go Charcot i Debove, którzy zauważyli, że efekty magnetyzacji są szybsze, silniejsze i trwalsze od skutków oddziaływania metali i prądu elektrycznego.
Prace doktora Chazaraina
Aż do września 1887 nikt nie podejmował poważniejszych prób wyjaśnienia zjawiska magnetyzacji. Dopiero w roku
1887, podczas kongresu w Tuluzie, wygłoszono wykład poparty prezentacją eksperymentów na człowieku, a dotyczący „prądów i pola mości magnesów oraz ciała ludzkiego”. Wykładowcą był doktor Chazarain. Niestety, jego prace poszły w zapomnienie i tylko – na szczęście – wydawnictwo Jacques Bersez dokonało reedycji pierwotnego tekstu tego badacza, nie dokonując żadnych zmian.
Co właściwie odkrył doktor Chazarain? Otóż zarówno on jak i później Hektor Durville udowodnili, że ciało ludzkie ma swe bieguny, podobnie jak bateria elektryczna lub magnes. Oto jak przedstawia się rozkład tych biegunów:
– głowa i klatka piersiowa są dodatnie po stronie lewej,
a ujemne po prawej,
– ramiona i nogi są dodatnie na zewnątrz i ujemne po stronie wewnętrznej.
Teoria polaryzacji zdumiewająco przypomina pentagram Agrypy, wspomniany w poświęconej koncepcji magicznej części poprzedniego rozdziału.
Doktor Chazarain wyjaśnia także, w jaki sposób magnety- zer uzyskuje określone skutki nakładania rąk, oddziałując na pacjenta:
1) kiedy pracuje jego lewa ręka, wywiera rozluźniający wpływ na tors i pobudzający na czoło pacjenta,
2) kiedy pracuje jego prawa ręka, doprowadza do wzrostu napięcia mięśni torsu, a uspokaja czoło pacjenta.
Oddziaływanie polaryzacji ciała ludzkiego, odkryte przez dra Chazaraina, wykorzystywane jest w magnetoterapii, traktującej ludzkie ciało jak baterię elektryczną lub magnes. Dlatego od z górą stu lat wciąż pojawiała się silna pokusa, aby w terapii użyć prądu elektrycznego lub naturalnych magnesów. Obecnie jednak nie stosuje się już tych ostatnich. Zastąpiono je magnesami sztucznymi, przeciętnie dziesięciokrotnie silniejszymi od tej samej wielkości magnesów naturalnych.
Nie trać z oczu północy
Siła sztucznego magnesu pochodzi od pola magnetycznego, które wytwarza się pomiędzy jego dwoma biegunami. Wiadomo, że linie sił magnesu wychodzą od bieguna północnego i kończą się na biegunie południowym. Magnes w zetknięciu z opiłkami żelaza tworzy widmo magnetyczne (w samej nazwie kryje się skojarzenie ze zjawiskiem nadnaturalnym), które wygląda następująco:
Każdy z dwóch biegunów ma odrębne właściwości:
– biegun północny jest dodatni, tworzy chłód, spokój i odprężenie,
– biegun południowy jest ujemny, daje ciepło, przywraca siły, działa przeciwzapalnie.
Biegunowość magnesów nie jest kwestią umowną – opiera się na konkretnych i zweryfikowanych danych. Ten, kto dobrze zna teorię fal, wie na przykład, że lepiej jest spać z głową zwróconą na północ, a stopami na południe. Wtedy sen jest spokojny i naprawczy.
Założenia magnetoterapeutów są takie same jak te, na których opiera się akupunktura. Wykonując zabiegi akupunktury, uwzględnia się meridiany, umieszczając magnesy na punktach akupunktury. Stymulacja tych punktów uzależniona jest od efektu, jaki pragnie uzyskać terapeuta: aby uspokoić – przystawia się biegun północny do punktu, aby pobudzić – przykłada się biegun południowy.
Kiedy już dobrze poznano zalety magnesów, pozostało stworzyć takie magnesy, które połączą skuteczność z prak- tycznością. Etap ten udało się pokonać.
Małe, a bardzo skuteczne
Japończycy zarzucają rynek małymi, namagnesowanymi gadżetami o nazwie taikis, mającymi kształt ośmiokątów z siedmioma złoconymi guzkami.
Każda taka „tabletka” ma 6 milimetrów średnicy, dwa milimetry grubości i natężenie magnetyczne 750 gausów (dla przypomnienia dodajmy, że ziemskie pole magnetyczne ma 0,47 gaussa we Francji, na równiku 0,3, a na biegunach po 0,7 gausa).
Ich używanie zaleca się przy wszelkich bólach mięśniowych, lumbagu, migrenie, ischiasu, reumatyzmie, kręczu szyi. Należy nakładać równocześnie kilka „tabletek” i nosić je przez dwa do trzech dni, a następnie wymienić. Lecznicze działanie tych namagnesowanych maleństw można ująć w czterech punktach:
- siła magnetyczna każdej namagnesowanej „tabletki” przenika w głąb tkanki podskórnej
- występuje „efekt Joule’a”, przejawiający się uczuciem gorąca, co jest skutkiem przepływu prądu przez krew
- podnosi się poziom tlenu we krwi
- zachodzi dysocjacja elektrolityczna, która pobudza krążenie krwi i zmniejsza napięcie mięśniowe.
Ponieważ „tabletki” te mają łagodzić dolegliwości bólowe, ze skórą pacjenta musi się stykać ich biegun północny. Ulga pojawia się drugiego dnia stosowania. Oto schemat funkcjonowania namagnesowanej „tabletki”.
We Francji doktor Jean-Bemard Baron, dyrektor wydziału posturografii i biomagnetyzmu w paryskim Szpitalu Świętej Anny, dyrektor jednej z pracowni badawczych i profesor tokijskich uczelni, używa magnesów o polach magnetycznych 500-1500 gausów. Ponadto doktor Baron posługuje się w swych pracach magnesami z ferrytu zatopionego w poliwi- nylu. Są to czarne, giętkie płytki grubości 1 milimetra.
Kilka rad dla osób marzących o końskim zdrowiu
- Zawsze nakładaj „tabletki” (albo magnesy) symetrycznie wobec osi kręgosłupa.
2. Najwłaściwszą porą rozpoczęcia magnetoterapii jest poranek.
- Nie istnieją praktycznie żadne przeciwwskazania – terapii nie zaleca się tylko kobietom ciężarnym, osobom ze stymulatorem serca, a także ze skłonnością do kurczów.
- Należy unikać nakładania „tabletek” na oczy i czaszkę.
- „Tabletki” mogą wywoływać w pierwszym dniu pewne zaburzenia – zawroty głowy, senność, szum w uszach – te jednak szybko ustępują.
Czytelników, którzy pragną dowiedzieć się więcej na temat magnetoterapii, odsyłamy do książki Pierre’a Martiqnaca, Les Vertus du magnétisme (Editions Jacques Grancher).
Na świecie istnieje nie tylko żelazo!
Lecznicze zastosowanie magnesów opiera się na założeniu, że te ostatnie wytwarzają pole magnetyczne, które ma właściwości regeneracji organizmu ludzkiego. Ponieważ część badaczy stwierdziła, że żelazo spełnia to założenie, zaczęto się zastanawiać, czy inne metale naturalne także wykazują podobne właściwości. I oto narodziła się metaloterapia!
Gałąź ta, bliska kuzynka magnetoterapii, jest znacznie starsza, niż można by przypuszczać. Chaldejczycy przed z górą trzema tysiącami lat sławili zalety lecznicze metali – głównie żelaza, ale także złota, srebra i miedzi. Kapłani, którzy byli także lekarzami, zalecali pacjentom noszenie metalowych płytek, opatrzonych znakami astrologicznymi planety związanej z metalem i z daną chorobą. Medycyna, astrologia i metaloterapia były ze sobą ściśle powiązane. Z czasem praktyki te zaczęto stosować także w innych krajach. Na przestrzeni wieków straciły one jednak na znaczeniu i jedyne, co po nich pozostało, to talizmany i amulety. Przypomnijmy, że talizman pełni rolę aktywną (ma przynosić siłę lub szczęście), podczas gdy rola amuletu jest pasywna (ma on chronić przed chorobami, niebezpieczeństwem, czarami). Dobroczynne działanie metalu zostało zatem całkowicie zapomniane na rzecz prostej symboliki graficznej, uwidocznionej na medalionie.
Jednak od kilku lat nasz uprzemysłowiony świat na nowo odkrywa lecznicze zalety niektórych metali, przywracając ich znaczenie w oczach osób chorych.
Dotyczy to na przykład miedzi, która zaskakująco skutecznie przynosi ulgę w bólach reumatycznych. Wystarczy bowiem nosić na ręce bransoletkę z tego metalu, wybierając jedynie taką, która nie jest zamkniętym okręgiem i dbając, aby jej końce nie stykały się ze sobą. Uzyskiwane w ten sposób wyniki nie mają nic wspólnego z „efektem placebo” (czyli autosugestią). Biorą się z faktu, że miedź wytwarza prąd stały, ten zaś jest akumulowany przez organizm ludzki.
Podobnie dzieje się z innym metalem – cynkiem. Wpływ cynku jest tego samego rodzaju, co miedzi. Uzyskanie takiego efektu jest możliwe, gdy codziennie przez kilka minut dotyka się obiema dłońmi cynkowej płyty.
Aby uzyskać jeszcze większą skuteczność, można łączyć miedź z cynkiem – bransoletka z miedzi na jednej ręce, z cynku na drugiej – oto prawdziwa bateria elektryczna i źródło dobroczynnych fal, które przenikają ciało i dająmu pozytywną energię.