TERAPIA INDYWIDUALNA
Przez długie dziesięciolecia z nowotworami walczono, wykorzystując przede wszystkim metody chirurgiczne, chemioterapię i radioterapię. Wiatach 90., dzięki rozwojowi biologii molekularnej, pojawiła się nowa generacja leków działających bardziej selektywnie niż hamujące podziały komórkowe i mające liczne działania niepożądane cytostatyki. Były to tzw. leki celowane. Nowe farmaceutyki uderzały przede wszystkim w komórki nowotworowe. Jednak właśnie ze względu na swą selektywność leki celowane pomagają tylko pacjentom z komórkami nowotworowymi niosącymi określone mutacje. (Poza tym to związki chemiczne usuwane z organizmu, nierozpoznające sygnałów z środowiska, nie wszędzie docierające, niepotrafiące selekcjonować celów i nieprowadzące chemicznego dialogu z komórkami „sojuszniczymi”).
Podział nowotworów odnoszący się do ich komórkowego pochodzenia staje się anachroniczny: każdy nowotwór jest inny (zobacz: Obraz wroga). My także nie jesteśmy genetycznie równi. Dwóch pacjentów z podobnym rozpoznaniem (np. raka płuc) w rzeczywistości może cierpieć na dwie niemal zupełnie różne choroby, inaczej reagować na leczenie itp., itd. Właściwe rozpoznanie już niedługo oznaczać będzie poznanie pełnej molekularnej charakterystyki nowotworu, czyli zidentyfikowanie mutacji i zaburzeń w ekspresji genów (np. epigenetycznych) zmienionych chorobowo komórek. Dopiero na podstawie tego rozpoznania lekarz dobierze odpowiednie leki, czy też pobierze nasze komórki odpornościowe, by zmodyfikować je odpowiednio do potrzeb.
W Polsce brzmi to na razie jak s.f. A nie powinno, bowiem wszystko wskazuje na to, że w tę stronę właśnie zmierza leczenie onkologiczne. Błyskawicznie spadające koszty sekwencjonowania DNA (w tej chwili odczytanie genomu człowieka kosztuje kilka tysięcy dolarów) już teraz nie wydają się wygórowane w zestawieniu z innymi kosztami terapii przeciwnowotworowej, a będą się tylko zmniejszać. Według różnych ocen w USA koszt wydłużenia życia pacjenta o rok dzięki lekom najnowszej generacji wynosi obecnie od 200 do 300 tys. dolarów. Po części wynika to z astronomicznych nakładów potrzebnych na wprowadzenie na rynek tego typu nowego medykamentu (średnio kosztuje to firmy farmaceutyczne 2-4 mld dolarów; proces trwa około 15 lat!). W świetle tych danych dalsza indywidualizacja leczenia wcale nie wyda-je się mrzonką. Wykorzystanie inżynierii genetycznej do modyfikowania naszego układu odpornościowego, choć w powijakach, już pokazało olbrzymi potencjał, dając nawet nadzieję na kompletne wyleczenia.
Przyzwyczailiśmy się już i słusznie że wszelkie optymistyczne deklaracje dotyczące uniwersalnego „leku na raka” należy formułować niezwykle ostrożnie, opatrując je przy tym licznymi zastrzeżeniami. Tak jest także w tym przypadku w końcu „lek na raka” to też tylko przenośnia, a dzięki immunoterapiom nowego typu wyleczono zaledwie kilkunastu pacjentów. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że w walce z nowotworami zbliża się długo oczekiwany przełom. Dzięki niebywałemu postępowi, jaki dokonał się w ostatnich latach w biologii molekularnej i genetyce, w zmaganiach z nowotworami coraz częściej będziemy wygrywać pojedyncze bitwy, tak jak wygrali je William Ludwig i Emma Whitehead. A w końcu – wygramy i wojnę.