WIĘŹNIOWIE RÓWNOLEŻNIKA
Skoro jesteśmy w Kanadzie, wspomnijmy o jeszcze jednej eksklawie, której pochodzenie jest o tyle niezwykłe, 2 że swoje istnienie zawdzięcza pomyłce. Przenieśmy się na zachodnie wybrzeże kontynentu, w pobliże Vancouver. Około 35 km na południe od centrum tej dwumilionowej metropolii znajduje się półwysep Tsawwassen. Prawie w całości leży on na terenie kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska. Prawie, bo jego koniuszek zwany Point Roberts o długości około 3 i szerokości około 5 km, należy już do USA.
Mieszka tam około 1,5 tys. ludzi, którzy jeśli chcą się dostać samochodem do swojej ojczyzny, gdzie większość z nich się uczy lub pracuje, muszą odbyć czterdziestominutową jazdę przez terytorium Kanady. Każdego dnia czterokrotnie pokonują więc przejścia graniczne. A czasami częściej, gdy np. trzeba pojechać do lekarza, dentysty czy weterynarza albo wykupić leki w aptece. Po nagłą pomoc medyczną pędzą z Point Roberts do odległego o 70 km Bellingham, choć do Vancouver jest dwa razy bliżej. Tam jednak nie mają czego szukać, bo amerykańskie ubezpieczenie nie obowiązuje w Kanadzie.
A wszystko dlatego, że gdy w 1846 r. Amerykanie i Brytyjczycy negocjowali w tej części kontynentu przebieg granicy, ustalili, że będzie ona biegła wzdłuż 49 równoleżnika. Późniejsza wizja terenowa ustaliła, że na południe od tej linii znalazł się koniec półwyspu Tsawwassen. W ten sposób Point Roberts przypadł Stanom Zjednoczonym. Co prawda Brytyjczycy za-proponowali Amerykanom, aby oddali ten kłopotliwy dla nich kawałek lądu w zamian za inny, ale do wymiany w końcu nie doszło. Do pomysłu powrócono po
II wojnie światowej, lecz i tym razem sprawa rozeszła się po kościach. Dziś korzystają na tym Kanadyjczycy, którzy w każdy weekend gremialnie przekraczają przejście graniczne na 49 równoleżniku, aby kupować tańszą niż u siebie benzynę, alkohol i żywność. Wiele mieszkańców i firm z Vancouver ma tu skrzynki pocztowe łatwiej i taniej pojechać po listy do Point Roberts, niż płacić za przesyłki zagraniczne, na które na dodatek trzeba długo czekać.
Przenieśmy się na zachodnie wybrzeże kontynentu, w pobliże Vancouver. Około 35 km na południe od centrum tej dwumilionowej metropolii znajduje się półwysep Tsawwassen. Prawie w całości leży on na terenie kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska. Prawie, bo jego koniuszek zwany Point Roberts o długości około 3 i szerokości około 5 km, należy już do USA.
Mieszka tam około 1,5 tys. ludzi, którzy jeśli chcą się dostać samochodem do swojej ojczyzny, gdzie większość z nich się uczy lub pracuje, muszą odbyć czterdziestominutową jazdę przez terytorium Kanady. Każdego dnia czterokrotnie pokonują więc przejścia graniczne. A czasami częściej, gdy np. trzeba pojechać do lekarza, dentysty czy weterynarza albo wykupić leki w aptece. Po nagłą pomoc medyczną pędzą z Point Roberts do odległego o 70 km Bellingham, choć do Vancouver jest dwa razy bliżej. Tam jednak nie mają czego szukać, bo amerykańskie ubezpieczenie nie obowiązuje w Kanadzie.
A wszystko dlatego, że gdy w 1846 r. Amerykanie i Brytyjczycy negocjowali w tej części kontynentu przebieg granicy, ustalili, że będzie ona biegła wzdłuż 49 równoleżnika. Późniejsza wizja terenowa ustaliła, że na południe od tej linii znalazł się koniec półwyspu Tsawwassen. W ten sposób Point Roberts przypadł Stanom Zjednoczonym. Co prawda Brytyjczycy za-proponowali Amerykanom, aby oddali ten kłopotliwy dla nich kawałek lądu w zamian za inny, ale do wymiany w końcu nie doszło. Do pomysłu powrócono po II wojnie światowej, lecz i tym razem sprawa rozeszła się po kościach. Dziś korzystają na tym Kanadyjczycy, którzy w każdy weekend gremialnie przekraczają przejście graniczne na 49 równoleżniku, aby kupować tańszą niż u siebie benzynę, alkohol i żywność. Wiele mieszkańców i firm z Vancouver ma tu skrzynki pocztowe łatwiej i taniej pojechać po listy do Point Roberts, niż płacić za przesyłki zagraniczne, na które na dodatek trzeba długo czekać.